„Zaraza” najnowsza książka Przemysława Piotrowskiego – wywiad z autorem

Przemysław Piotrowski

10 listopada miała miejsce premiera „Zarazy” Przemysława Piotrowskiego – czwartego tomu serii przygód o Igorze Brudnym. Kryminał, sensacja, trochę thriller – powieść łączy w sobie wiele podkategorii popularnego gatunku. Przemysław Piotrowski w swoich książkach porusza problemy, których społeczeństwo się obawia, lęka, o których często nie mówi na głos. Pedofilia, handel ludźmi, brutalne morderstwa, nieleczona trauma prowadząca do tragedii – to w dużym skrócie punkty na literackiej osi czasu Piotrowskiego, wokół których rozgrywają się ludzkie dramaty.

Cztery części kryminalnej serii z komisarzem Igorem Brudnym – bohaterem, którego inspiracją była postać Brudnego Harry’ego. Łączy ich nie tylko nazwisko; również zawziętość, odwaga i determinacja w dążeniu do rozwiązania sprawy. Losy wymienionych postaci wirowały wokół wielkich problemów i niewyobrażalnych traum. Gdy czytelnik zda sobie sprawę, że przed komisarzem Brudnym będzie jeszcze wiele takich spraw do rozwiązania, z jednej strony się cieszy – w końcu historia jego ulubionego bohatera dobiega końca. Z drugiej natomiast ogarnąć go może chwilowy smutek, bo świat, w którym komisarz Igor Brudny dużo ma do zrobienia, to nasz świat wymagający poważnej naprawy i metamorfozy.

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z autorem Przemysławem Piotrowskim – twórcą bestsellerowej serii kryminalnej z komisarzem Igorem Brudnym, która mocnym debiutem 2020 roku zdominowała rynek literatury kryminalnej i podbiła serca czytelników.

Jak pisze się kryminał? Jak trwają przygotowania do jego napisania? Czy doświadczenie autora w dziennikarstwie śledczym odgrywało tu dużą rolę?

Kryminał piszę się tak jak każdą inną książkę. Najpierw trzeba wpaść na pomysł, następnie przygotować się do tematu, zrobić research, w końcu zacząć klepać w klawiaturę. Może to brzmi trochę mało efektownie, ale taka jest prawda. Samo doświadczenie w dziennikarstwie śledczym nie jest konieczne, tak naprawdę nie mam go zbyt wiele, bo większość mojej kariery w redakcji spędziłem w dziale sportowym. Bardziej przydało się moje obycie w świecie, fakt, że pracowałem w wielu krajach i różnych dziwnych miejscach, gdzie poznałem masę ciekawych ludzi od islamskich radykałów po morderców. Gdzie i kiedy to już temat na inną, znacznie dłuższą rozmowę. W każdym razie z wieloma z nich miałem okazję rozmawiać długimi godzinami, dzięki czemu mogłem spojrzeć na świat z ich perspektywy, poznać ich sposób myślenia, przynajmniej spróbować zrozumieć emocje jakie nimi targają na co dzień. To bardzo poszerza horyzonty i jest niemal niewyczerpanym źródłem pomysłów.

Pedofilia w kościele, handel ludźmi, tajemnica, groza, morderstwa… nie ma tematów, których by się Pan bał. Jak doświadczenie zawodowe wpłynęło na Pana działalność pisarską?

Podpisuję się pod tym, bo dla mnie coś takiego jak polityczna poprawność nie istnieje. Gdy widzę gdzieś zagrożenie, ciekawy temat bądź po prostu uważam, że dana sprawa wymaga rozwinięcia, to nie zwracam uwagi na to, co powiedzą o tym inni ludzie. Sama historia to już zupełnie inna bajka. Ma być dobra. Po prostu. Fabuła ma wciągać, chwytać za gardło, ofiarować Czytelnikowi pełną gamę emocji, a jeśli przy okazji porusza jakiś ważny społecznie temat, dzięki czemu pozwala na dodatkową dyskusję, to tym lepiej. Odnośnie drugiej części pytania – fakt, że kiedyś byłem dziennikarzem wpoił mi w zasadzie jedną, ale za to niezwykle ważną w tym kontekście zasadę. Research musi być dokładny, a ja sam precyzyjny w tym co robię. Nie pozwalam sobie korzystać ze skrótów fabularnych, co u niektórych autorów bywa nagminne, i żeby nie było nie tylko polskich, bo zagraniczni czasem walą takie babole, że aż wstyd. Jeśli ja w pewnych sytuacjach naginam rzeczywistość, to robię to w pełni świadomie, choć pewnie i mi czasem przydarzają się błędy, bo jestem tylko człowiekiem. Gdy jakiś ekspert w danej dziedzinie mi to później wytknie, bo potem chodzę struty przez kilka dni. Na szczęście zdarzyło się to tylko dwukrotnie i w mało istotnej sprawie, ale nie przyznam się w której, bo… się wstydzę (śmiech).

Czy bohaterowie Pana książek mają swoje prototypy w rzeczywistości?

Niektórzy tak. Akurat mój flagowy bohater komisarz Igor Brudny jest postacią całkowicie fikcyjną, ale już inspektor Romuald Czarnecki jest stworzony na bazie prawdziwej postaci, dziś emerytowanego inspektora wydziału kryminalnego, zresztą człowieka, który od pierwszych chwil mojej pisarskiej przygody bardzo mnie wspiera, w związku z czym „Zarazę” zadedykowałem właśnie jemu. Swoje odpowiedniki w rzeczywistości mają także patomorfolog Robert Krzywicki, rehabilitant i podolog Filip Trochan, a nawet Eliza, właścicielka jednego z klubów BDSM. W kilku innych bohaterach też można by odnaleźć podobieństwa do prawdziwych postaci, natomiast nigdy w tych złych. No chyba, że ktoś mnie bardzo wkurzy… (śmiech).

Dlaczego akcja serii kryminalnej z Igorem Brudnym toczy się w Zielonej Górze? Czy mogłaby rozgrywać się w innym polskim mieście?

Pewnie mogłaby rozgrywać się w każdym, ale jestem zielonogórzaninem i po kilku pierwszych powieściach, których akcja toczyła się gdzieś w świecie, w końcu postanowiłem osadzić fabułę w Zielonej Górze. Inną sprawą jest to, że znam tu każdy zakamarek, każdą ciemną uliczkę, wiem gdzie jest bezpiecznie, a gdzie lepiej nie zapuszczać się po zmroku. To oszczędza czasu i bardzo pomaga, bo nie muszę za każdym razem sprawdzać każdej ulicy czy miejsca akcji, a od samej książki bije realizm.

Jaka myśl przewodnia towarzyszy serii kryminalnej z Igorem Brudnym? Jakie jest jej przesłanie?

Nie każda książka musi mieć jakieś przesłanie. „Piętno” miało być po prostu dobrze skrojoną historią, która wciąga, chwyta za gardło i trzyma na bezdechu aż do ostatniej strony. Niektórzy twierdzą, że tak właśnie jest, więc chyba wykonałem zadanie należycie. Kolejne części napisałem, bo najzwyczajniej w świecie polubiłem się z Igorem Brudnym. Nie napinam się, ale uczciwie muszę przyznać, że ta postać po prostu mi wyszła. Czytelnicy i Czytelniczki ją pokochali i domagali się kontynuacji, a ponieważ ja również dobrze czuję się w tym ponurym świecie Brudnego, to uznałem, że jeszcze trochę dam mu popalić.

Seria kryminalna z komisarzem Igorem Brudnym, podbiła serca czytelników – czy powstaną kolejne książki z tej serii?

Jeśli takie będą oczekiwania moich Czytelników i Czytelniczek, a mi nie zabraknie pomysłów, to pewnie tak. Ale nic na siłę. Gdy poczuję, że temat się wyczerpał, to nawet Brudnego trzeba będzie kiedyś wysłać na zasłużoną emeryturę.

Co jest dla Pana miarą sukcesu (zawodowego, osobistego)?

Jestem ambitny i nigdy nie czuję się do końca zawodowo zaspokojony. Zawsze staram się szukać nowych wyzwań i robię wszystko, aby każda moja książka była jeszcze lepsza od poprzedniej. Czasem to wychodzi, czasem pewnie nie, ale robię co mogę. Gdybym kiedyś, dajmy na to, znalazł się na szczycie bestsellerów New York Timesa, to wypiłbym toast, uczcił to w jakiś szalony sposób, ale szybko zadałabym sobie pytanie co zrobić, aby znaleźć się tam jak najdłużej, a potem ponownie i ponownie i jeszcze raz. To jedno z niedoścignionych marzeń, ale inne jak choćby tłumaczenia czy ekranizacje, już wiem, że są w zasięgu ręki. Trzeba tylko ciężko pracować i nie poddawać się po porażkach, zamiast tego zakasać rękawy i dalej robić swoje. A że akurat w tej branży „sky is the limit”, to wszystko może się zdarzyć. Ta świadomość jest w tym chyba najwspanialsza.

Po jaką literaturę sięga Pan najchętniej?

Różną. Czytam polskie kryminały i thrillery, ale od czasu do czasu chętnie sięgam po literaturę piękną. Ostatnio zachwycił mnie Jakub Małecki i Szczepan Twardoch. Według mnie dwa największe talenty na polskim rynku literackim. Na pewno warto zwrócić uwagę na Mieczysława Gorzkę, który pisze świetne kryminały. Zagranicznych autorów czytam raczej z przypadku, bo lubię być zaskakiwany. W ostatnim czasie ogromne wrażenie zrobiła na mnie Delia Owens ze swoją książką „Gdzie śpiewają raki” oraz Bjorn Andreas Bull-Hansen z historyczną serią „Jomswiking”.

Ulubiony pisarz to…? Dlaczego właśnie on/ona?

Nie mam ulubionego pisarza. Ani pisarki.

Jakie znaczenie w dzisiejszym świecie ma według Pana pasja?

Bez pasji nie ma życia. Moją pasją jest tworzenie historii i dawanie ludziom odrobiny przyjemności i ekscytacji. A gdy człowiek może połączyć pasję z pracą i jeszcze zarabiać na tym godziwe pieniądze, to – przynajmniej na szczeblu zawodowym – w mojej ocenie jest to kwintesencja szczęścia. I dlatego ja czuję się dziś szczęśliwym człowiekiem.

Dziękujemy bardzo  za rozmowę.

256 total views, 1 views today

Dodaj komentarz

Why ask?