Piernikowe szaleństwo

Według jednej z legend, pierwsze pierniki powstały dzięki pszczołom, które podpowiedziały Katarzynie, córce toruńskiego młynarza, żeby dodała miód do chleba i ciast, przygotowywanych jako poczęstunek dla króla. Gdy ten spróbował tak niezwykłego smaku i poczuł korzenny zapach, zachwycił się i zaczął o miodowych przysmakach opowiadać w całej Europie.  Po dziś dzień, wypiekane są pierniki zwane „Katarzynkami”.

Powstało też mnóstwo innych odmian tego smakowitego ciasta, które stało się nieodłącznym elementem Świąt.  Wielu cukierników, nie tylko toruńskich, wypieka przed Bożym Narodzeniem pierniki stosując rodzinne przepisy, których skład owiany jest mgiełką tajemnicy. Tak też robi Wiesława Zosicz, która od 35 lat, wraz z mężem, prowadzi pracownię cukierniczą na Żelaznej w Warszawie. Do odwiedzenia tego miejsca skusiły mnie korzenne słodkości, które jadłam podczas Kiermaszu Creative Fair, i które przypomniały mi smaki i zapachy dzieciństwa.

Do Cukierni Zosicz przyjechałam pewnego mroźnego, grudniowego dnia i już przy wejściu zauważyłam reklamę, która była zapowiedzią zbliżającego się piernikowego święta, bo tak chyba można nazwać Boże Narodzenie, podczas którego na większości polskich stołów, a nawet na choinkach znajdą się te niezwykłe ciastka.

Wiesława przywitała mnie ciepłą herbatą, którą z wielką przyjemnością piłam, ogrzewając przy okazji zmarznięte ręce i degustując  eksperymentalne wypieki, z dodatkami lawendy i płatków róży. Dowiedziałam się, że poszukiwanie nowych smaków stało się zwyczajem tej pracowni, stąd pomysł na kwiatowe ciastka. Czasami klienci dzielą się swoimi przepisami, a nawet zachęcają  właścicieli do nowych kulinarnych odkryć.  Wiesława zdradziła mi rąbek tajemnicy dotyczący nowego eksperymentu, którym będzie dodanie do ciastek kwiatów akacji. Gdy się o tym dowiedziałam, przypomniałam sobie smak nektaru tej niezwykłej rośliny, której kwiatki uwielbiam zrywać i zjadać.  Szkoda, że tak długo muszę czekać, aż zakwitną akacje.

Zapomniałam o mojej piernikowej misji, a to za sprawą  wspomnienia lata i różanych ciasteczek, które wyjątkowo mi smakowały.  Na szczęście z zaplecza cukierni, czyli z pracowni, w której robione są wszystkie te smakowitości, przyniesiono blachę wypełnioną piernikowymi sercami, upieczonymi specjalnie dla uczniów jednej z pobliskich szkół. Wyglądały bajecznie kolorowo, na każdym zapisane były imiona dzieci.  Wiesława opowiedziała mi, że jest to tylko jeden z wielu rodzajów i kształtów pierników, które upiekli na święta.

Klienci będą mogli wybierać spośród piernikowych miśków, mikołajów, bałwanów, choinek, gwiazd, serc, reniferów, decydując przy okazji o tym, czy pragną jeść miękki, prawie puszysty piernik, kolorowo ozdobiony, czy też pierniczki cienkie i lekkie, takie w sam raz na choinkę, przeznaczone dla tych, którzy lubią sami ozdabiać i rozwijać przy okazji swoją kreatywność. Ten ostatni rodzaj pierniczków został przygotowany na specjalną prośbę mam, które podczas zamieszania świątecznego z trudem znajdują czas na pieczenie, ale z chęcią wciągną dzieci w ozdabianie, aby zachować  przynajmniej część tradycji.

Zapytałam Wiesławę, czy lubi podjadać słodycze i czy praca w takim miejscu nie jest zbyt dużą pokusą dla łakomstwa? Powiedziała mi, że każdego dnia „zostaje skuszona przez drożdżówkę” , która jest doskonałym dodatkiem do kawy lub herbaty, ale najbardziej kusi ją smak surowego ciasta, zwłaszcza piernika, przeznaczonego na tak zwaną krajankę. Podobno jest wyśmienity, o niebo lepszy od upieczonego. Klienci jednak nie będą mieli szansy spróbować surowego ciasta, bo czeka na nich krajanka piernikowa, czyli ciasto lukrowane i pokrojone na drobne kawałki, i na dodatek przepięknie pakowane w pudełka wykonane techniką decoupage, które własnoręcznie przygotowała Wiesława.

W tę przygodę zdobniczą wciągnęła ją, Małgosia Taubert, prowadząca „Urokliwisko Gohy” , o którym pisałyśmy w Kobiecych Pasjach. Właścicielka cukierni wykorzystuje tę technikę, do ozdabiania, nie tylko pudełek na ciastka, ale również do upiększania drewnianych tac, kartek z cenami,  do tworzenia reklam i napisów na ścianach. Warsztaty zdobnicze rozwinęły w Wiesławie umiejętności plastyczne, które wykorzystuje również przy ozdabianiu ciast. Jej marzeniem jest zmiana wystroju wnętrza cukierni, tak aby było ono w stylu retro, który podkreślą dekoracje zrobione techniką decoupage.  Chciałaby, aby każdy element jej cukierni zachęcał klientów do dłuższego przebywania i degustowania na miejscu np. piernika staropolskiego, będącego pysznym dodatkiem do małej czarnej.

Wspomniany piernik przygotowywany jest wg XIX-wiecznego przepisu Lucyny Ćwierczakiewiczowej. Przed wypiekiem około trzech tygodni dojrzewa w chłodni i mięknie dopiero po przełożeniu specjalnymi powidłami śliwkowymi, robionymi wg. „prababciowych” receptur, z bardzo dojrzałej, wrześniowej węgierki. Przyznam, że bardzo mi smakowało to ciasto, ale zjadłam je dopiero w domu, dając również do spróbowania rodzinie, która w ciągu jednej chwili „pochłonęła” ten piernikowy rarytas, zachwycając się smakiem, podobnie jak kiedyś król, który był pod wrażeniem miodowych eksperymentów Katarzyny.

Kto by przypuszczał, że przez siedemset lat pierniki będą królowały na polskich stołach, a ich korzenny zapach będzie przyjemnie drażnił zmysły.

W tym roku na choince, obok jabłek, orzechów i cukierków powiesiłam pierniki Wiesławy, pracowicie ozdobione przez moje dzieci. Takie drzewko, będzie apetycznym dodatkiem do Wigilijnej Wieczerzy.

Joanna Święcicka-Łyszczarz z Kobiecych Pasji

 

3,078 total views, 2 views today

Dodaj komentarz

Why ask?