„Znajdziesz mnie w cieniu guayacán” drugi tom historycznej sagi – wywiad z autorem

Zbigniew_Zborowski_wywiad

Po debiucie pierwszego tomu „Spotkajmy się, zanim przyjdzie zima”, Zbigniew Zborowski wraca z kontynuacją sagi. Drugi tom historycznej serii – „Znajdziesz mnie w cieniu guayacán” – to jedna z najbardziej emocjonujących premier stycznia. Autor łączy wątki współczesne z historycznymi, a zapomnianym sprawom i postaciom przywraca nowe życie. Czy miłość w końcu zwycięży łącząc dwie połówki carskiej monety?

Wielowątkowość, wysublimowany język literacki, różnorodne postacie i wielkie emocje, które zapewnia czytelnikowi autor sprawiają, że serię trudno zaklasyfikować do jednego gatunku literackiego. Opowieść łączy w sobie elementy powieści historycznej, sensacyjnej i obyczajowej, nie brakuje również wątków romantycznych i podróżniczych. Od 26 stycznia 2022 r w księgarniach.

Wywiad z autorem

Jak odbywa się research przed napisaniem powieści historycznej? Z jaki źródeł Pan korzystał?

Zz:  Gdy mam już pomysł na fabułę, rozpisuję go sobie w postaci „drabinki” – rozdział po rozdziale. A potem patrzę, do którego z nich muszę coś doczytać. I, kurczę, zawsze się okazuje, że do każdego! Wtedy kupuję książki, wypożyczam, zasiadam w czytelni. Tropię, węszę – bardzo często są to publikacje już nie do dostania więc znajduję je na allegro albo w antykwariatach. Nierzadko mam też kłopot z psychiką postaci lub np. procedurami śledczymi. Wtedy zawracam głowę zaprzyjaźnionemu psychologowi albo koledze policjantowi, z którym poznałem się kiedyś przed laty… wsadził mnie na dołek.

Jak kreuje się literacką rzeczywistość? Jak historia przeplata się z fikcją, postaci historyczne z bohaterami wykreowanymi?

Zz:   Jako dzieciak, jeszcze w podstawówce, zaczytywałem się książkami z gatunku science fiction. To trudna działka dla autora – łatwo popaść w banał. Na szczęście trafiłem także na książki Stanisława Lema – co za wyobraźnia! Od tej pory sam zacząłem, dla zabawy, puszczać wodze fantazji. Niekoniecznie w stronę kosmosu, czasem czytając o jakimś historycznym zdarzeniu zastanawiałem się, jak sam bym się zachował, gdybym się znalazł w tamtym miejscu i czasie? A jak inni ludzie, których znam?

Skąd czerpie Pan inspiracje i pomysły do swoich książek?

ZZ: Staram się czerpać z życia. Wszyscy moi fikcyjni bohaterowie mają jakiś pierwowzór. Strach się ze mną zakolegować, bo zaraz umieszczę w książce! Dużo korzystam też z rodzinnych historii. W przeszłości sporo się u Zborowskich działo. A także u Kadzińskich, czyli u dziadków ze strony mamy oraz u Dąbrowskich – czyli rodziny mojej żony. Niemało też sam przeżyłem – zwłaszcza w szalonych latach 90. Bywa, że zdarzenia, których byłem świadkiem są tak nieprawdopodobne, że nie nadają się do książki – każdy uznałby je za naciągane!

W swojej najnowszej książce łączy Pan wiele gatunków: powieść historyczną, sensacyjną, nie brakuje wątków romantycznych lub podróżniczych. Do których gatunków jest Panu najbliżej, jako autorowi, ale i czytelnikowi?

ZZ:  Przyznam, że nie jestem wierny jednemu gatunkowi. Lubię, jak książka „zahaczy” moją uwagę już na pierwszych stronach. Wtedy nie mogę się oderwać, póki nie skończę. I wszystko jedno czy to romans, sensacja czy non fiction.

Co sprawiło, że zaczął Pan pisać?

ZZ:   Wywaliłem z domu telewizor. To było ponad 10 lat temu. I nagle odkryłem, że mam mnóstwo wolnego czasu. Akurat wtedy byłem na zawodowym zakręcie. Przez chwilę chciałem robić karierę w stylu korpo – zostałem redaktorem naczelnym pewnego dużego dwutygodnika. Szybko odkryłem jednak, że to nie dla mnie. Rozważałem zostanie instruktorem nurkowania, ale szkoleniowiec ze mnie żaden – omal nie utopiłem kursanta podczas nurkowania podlodowego. I wtedy pomyślałem: „chłopie, przecież zawsze lubiłeś pisać”! Spróbowałem i jakoś zaskoczyło.

Kto jest pierwszym recenzentem Pana książek?

ZZ:  Żona. Ale chyba z niej zrezygnuję, bo strasznie surowa 😉 A tak poważnie – jak każdy egocentryk, najpierw się epicko wściekam, kiedy ktoś rozwala w drobny mak, to co napisałem. Wrzeszczę, ciskam się… A kiedy ochłonę, wciąż lekko nadąsany, siadam i zaczynam poprawiać. Efekt, prawie zawsze, jest lepszy.

Planuje pan kolejną sagę historyczna, a może będzie to powieść z innego gatunku literackiego?

ZZ: Dwa tomy sagi rodu Zaporewiczów i Młynarskich domagają się zakończenia :) A poza tym… zobaczymy. Uwielbiam książki Rutherfurda, np. „Paryż” czy „Dublin”. Marzy mi się, żeby kiedyś napisać sagę „Warszawa”.

Ulubiona autorka/autor to…

ZZ:  Jest ich wielu! W powieści obyczajowej: Agnieszka Lingas-Łoniewska i Maria Ulatowska, saga: Ałbena Grabowska, Katarzyna Bulicz i Anna Sakowicz, kryminał: Przemysław Piotrowski.

Jak odpoczywa Pan od stresów dnia codziennego?

ZZ:  Codzienność, choć intensywna, bo jestem równocześnie autorem książek, scenarzystą i (wciąż jeszcze) reporterem – jakoś mnie nie stresuje. Kocham to, co robię zawodowo, nigdy więc nie czuję, że jestem w pracy 😀 No ale czasem trzeba się oderwać od biurka – zwłaszcza, że w ostatnim czasie nieco się przy nim zasiedziałem (pandemia). W takich chwilach „odkurzam” swoje stare pasje. Idę na trening bokserski albo wyciągam starszego syna Bruna (12 lat) na nurkowanie. Fajnie patrzeć, jak taki młody człowiek zaczyna się czuć coraz pewniej pod wodą. Wkrótce jedziemy więc razem do dawnego wyrobiska w Jaworznie, na którego dnie stoją zatopione koparki.

Jakie znaczenie w dzisiejszym świecie ma według Pana pasja?

ZZ: Pasja jest najważniejsza. Bez niej życie staje się nudne i szare, a człowiekowi przychodzą do głowy głupie pomysły. Narkotyki, przestępczość, pracoholizm… Ja dzięki pasji wyrwałem się w młodości ze „złego towarzystwa”. Zamiast siedzieć na ławce pod blokiem, ruszyłem w świat, poznałem ciekawych ludzi, a teraz prowadzę takie fajne rozmowy jak ta.

Dziękujemy bardzo  za niezwykle ciekawą rozmowę. 

403 total views, 1 views today

Dodaj komentarz

Why ask?