Miała dwadzieścia cztery lata i została uwięziona we własnym ciele

Uwięziony krzyk

Wywiad z Anną Naskręt autorką „Uwięzionego krzyku”

„Życie zaskakuje i tylko ono miewa takie pokręcone scenariusze. Scenariusz mojego pisał chyba ktoś naćpany” – tymi słowami Anna Naskręt podsumowuje swoją historię. Choć łatwo dostrzec tu specyficzny humor i dystans, to jej opowieść porusza i wstrząsa. Była zdrową, pełną energii, młodą kobietą, miała męża i dziecko, a w głowie plany i marzenia na przyszłość. Udar przyszedł nagle. 

„Uwięziony krzyk” to książkowy debiut Anny Naskręt w księgarniach od 18 września.

Kobiece Pasje: Zachorowała Pani 19 lat temu jako młoda dziewczyna. Proszę opowiedzieć, co się stało.

Anna Naskręt: To było w listopadzie 2000 roku. Tamtej nocy obudziły mnie potężne zawroty głowy i mdłości, ale szybko wszystko minęło. Wróciły po dwóch godzinach ze zdwojoną siłą. Pomoc otrzymałam około dziewięć godzin później. Do miejskiego szpitala trafiłam dopiero rano, stamtąd zaś przewieziono mnie karetką do oddalonego o 40 km Szpitala Klinicznego. Cudem przeżyłam. Trafiłam na OIOM  i zapadłam w śpiączkę. Zachorowałam na niedokrwienny udar pnia mózgu i móżdżku, o czym dowiedziałam się dużo później.

KP: Czy lekarze ostatecznie postawili diagnozę, dlaczego nastąpił udar?

AN: Niestety nadal żyję bez diagnozy. Hipotezy są trzy. Zdaniem lekarzy albo powstał zator od nadmiaru estrogenów, za co odpowiedzialne były tabletki antykoncepcyjne, albo nastąpiło zwężenie światła tętnicy na skutek silnie skumulowanego stresu, albo wszystkiemu winna jest wada wrodzona. Ale to są tylko lekarskie domysły.

KP: „Uwięziony krzyk” to Pani książkowy debiut. Pierwsze recenzje są niesamowicie pozytywne! Ta trudna, momentami wstrząsająca historia porusza Polki. Spisywanie swoich doświadczeń nawet po latach na pewno było dla Pani bolesne. Dlaczego więc zdecydowała się Pani opisać swoją historię?

AN: Zauważyłam, że moja codzienność ludzi szokuje. Chciałam się nią podzielić, bo miałam nadzieję, że w ten sposób będę wsparciem zarówno dla osób, które przeszły udar, jak i dla ich rodzin. Chciałam też trafić do ludzi zupełnie zdrowych, żeby im pokazać, jak ulotne jest życie. Jak wszystko, co wydaje nam się niezniszczalne, w tym nasze zdrowie, może runąć w gruzy w jednej chwili. Nadal podczas opowiadania o tym, co mnie spotkało, towarzyszy mi mnóstwo emocji. Wciąż trudno mi nad nimi zapanować, chociaż minęło wiele lat od tamtych wydarzeń. Wiem jednak, jak wiele korzyści moja opowieść może przynieść innym, dlatego zaciskami zęby i dzielę się swoimi doświadczeniami.

KP: Choroba, stan, w którym się Pani znalazła, dotknęły również Pani rodzinę. Czy pacjent i rodzina po takim tragicznym zdarzeniu może liczyć na wsparcie państwa? Jak wygląda rehabilitacja po udarze?

AN: W ostatnich latach na szczęście wiele się zmieniło w tym temacie. Pacjent, który przeszedł udar, od razu po opuszczeniu OIOM-u trafia na oddział rehabilitacyjny, gdzie rozpoczyna intensywną rehabilitację. Nie wiem tylko, w jakim stopniu NFZ refunduje takie zabiegi.

19 lat temu sparaliżowana zostałam wypuszczona do domu. Dzięki przytomności umysłu oraz zaangażowaniu moich bliskich miałam natychmiast prywatną rehabilitację.

KP: Czytając „Uwięziony krzyk”, czułam podziw dla Pani determinacji i odwagi, ale jednocześnie strach. Szczególnie przerażający był dla mnie opis Pani pobytu w szpitalu po udarze. Jak znalazła Pani w sobie siłę, żeby to przetrwać?

AN: Przede wszystkim byłam ciekawa, co będzie się ze mną działo później i kiedy w końcu stanę na własnych nogach. Mimo że każdy dzień był taki sam, ciekawość zwyciężała.

Można niczym mantrę powtarzać sobie słowa: „będę silna, będę silna”, próbując zakląć w ten sposób rzeczywistość. Ale prawdą jest, że albo się tę siłę ma w środku, albo się nie ma. Wiedziałam, że nie mogę się poddać. Żyłam, oddychałam i biło mi serce, tego nie można zatrzymać ot tak, z żalu do losu.

KP: Internet stał się dla Pani oknem na świat, tam też znalazła Pani miłość. Czy Internet to dobre miejsce do poznawania ludzi, szukania przyjaciół i miłości?

AN: Internet rzeczywiście wiele rzeczy mi umożliwił. Gdyby nie on, siedziałaby zamknięta w czterech ścianach bez kontaktu z ludźmi. Szerze mówiąc, sama nie wiem, jak mi się to udało. Myślę, że nie ma większego znaczenia miejsce, w którym poznajemy drugą osobę. W moim przypadku był to Internet, bo sama nie mogłam pójść do kina, kawiarni czy na zakupy.

W Internecie, tak jak i w życiu, najważniejsze to zachować zdrowy rozsądek i mieć oczy szeroko otwarte – nigdy nie wiesz, n kogo trafisz.

KP: Wiem, że chętnie pomaga Pani osobom po udarze i ich rodzinom. W jaki sposób mogą się z Panią skontaktować?

AN: To prawda, zawsze chętnie służę dobrym słowem i wsparciem. Ze względu na życiowe doświadczenia dysponuję również wiedzą z zakresu opieki nad chorymi. Bardzo mi się podoba kontakt z czytelnikami, który mam na blogu na Facebooku zatytułowanym Niemy krzyk – historia prawdziwa, dlatego proszę Was o mejle na jakikolwiek temat, a w miarę możliwości chętnie też pomogę i podzielę się wiedzą z rodzinami osób, które przeszły udar. Proszę, piszcie na adres: anna.listopad0@wp.pl.

 

Dziękujemy bardzo  za rozmowę

 

 

482 total views, 3 views today

Dodaj komentarz

Why ask?