Konkurs „Moja ulubiona książka z dzieciństwa”

konkurs

Kolejne ciekawa książka do wygrania.

Dla Czytelników Kobiecych Pasji mamy trzy egzemplarze najnowszej powieści Corinne Michaels „Zawalcz o mnie”

Temat konkursu to „Moja ulubiona książka z dzieciństwa”.

Aby wygrać wystarczy w komentarzach napisać kilka zdań na ten temat .

Najciekawsze trzy wypowiedzi w ocenie redakcji Kobiecych Pasji zostaną nagrodzone.

Konkurs trwa do 28 kwietnia 2021 do 24:00.  Nazwiska zwycięzców zostaną opublikowane na stronie w dniu 29.04. 2021.

 

Zapraszamy do udziału i życzymy powodzenia.

 

RECENZJA:

Mówi się, że stara miłość nie rdzewieje i że prawdziwie kochać można tylko raz. Ale ile w tym powiedzeniu jest prawdy? Najnowszy romans Corinne Michaels, autorki bestsellerów „New York Timesa”, udowadnia, że bardzo dużo. Pełna emocji, niezapomniana i niesamowicie wzruszająca powieść „Zawalcz o mnie” to drugi tom serii o braciach Arrowoodach, która zachwyca czytelniczki na całym świecie. Premiera  7 kwietnia. 

Declan Arrowood, najstarszy z czterech braci, odnoszący sukcesy biznesmen z Nowego Jorku, po śmierci znienawidzonego ojca na co najmniej pół roku zmuszony jest przeprowadzić się do Sugarloaf, niewielkiej miejscowości w Pensylwanii, w której wspólnie z braćmi się wychowywał. Taki warunek musi spełnić każdy z braci, żeby odziedziczyć spadek po ojcu. Powrót w rodzinne strony wiąże się niestety z bolesnymi wspomnieniami. To właśnie tutaj mieszka młodzieńcza miłość Declana, Sydney Hastings, która po ukończeniu prawa zatrudniła się w miejscowej kancelarii.

Związek Declana i Sydney miał być bajkową historią z gatunku tych, które kończą słowa: „i żyli długo i szczęśliwie”. Zakochani do nieprzytomności obiecywali sobie dozgonną miłość, a potem on niespodziewanie ją porzucił. Bez słowa wyjaśnienia zniknął z miasta i z jej życia.

Teraz, blisko dziesięć lat później, powraca i nie może przestać myśleć o dawnej ukochanej. Wie, że odchodząc, złamał jej serce. Jednak uczucia są silniejsze od rozsądku. Sydney również uważa, że Declan nie zasługuje na drugą szansę, ale nie potrafi bez niego żyć. Zwłaszcza że on znów jest tak blisko. Jeśli po tym wszystkim, przez co przeszli, mają być razem, Declan będzie musiał udowodnić, że mu na niej zależy.

Czy można zaufać komuś, kto wcześniej tak bardzo zranił? Czy młodzieńcza miłość ma szansę przetrwać w dorosłym życiu? A wreszcie – czy historia Declana i Sydney może zakończyć się happy endem?

Piękna, pełna nadziei i ponadczasowa opowieść o miłości, wybaczaniu i szukaniu drogi do upragnionego szczęścia. Corinne Michaels po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzynią w pisaniu powieści opatrzonych ogromnym ładunkiem emocjonalnym, które wzruszają i łamią serce, by potem ponownie złożyć je w całość. Podczas przejmującej lektury czytelniczki będą świadkami przemiany dwojga głównych bohaterów oraz ich odradzającego się uczucia. „Zawalcz o mnie” to drugi tom bestsellerowej serii „The Arrowood Brothers”, którą pokochały tysiące czytelniczek. Każda z odsłon cyklu opowiada o losach jednego z braci. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by właśnie od tej powieści rozpocząć swoją przygodę z twórczością Corinne Michaels.

Zachęcamy do śledzenia  profili poświęconych grzesznym książkom:

https://www.instagram.com/grzeszne_ksiazki/

https://www.facebook.com/GrzeszneKsiazkiMuza

Corinne Michaels – amerykańska autorka ponad dwudziestu romansów zajmujących czołowe miejsca na listach bestsellerów „New York Timesa”, „USA Today” i „Wall Street Journal”. Dorastała na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, w New Jersey. Już jako trzynastolatka darzyła ogromnym uczuciem literaturę romantyczną, zaczytując się w powieściach Danielle Steele i Nory Roberts. Zadebiutowała w 2014 roku powieścią „Beloved”, która szybko zyskała uznanie wśród czytelniczek.

Tytuł: „Zawalcz o mnie”
Autorka: Corinne Michaels
Premiera: 7.04.2021
Przekład: Dorota Stadnik
Wydawnictwo MUZA SA

1,671 total views, 1 views today

52 thoughts on “Konkurs „Moja ulubiona książka z dzieciństwa”

  1. O psie który jeździł koleją. Mało jest książek z czasów mojego dzieciństwa, które tak potrafiły mnie wzruszyć. Dlatego mój wybór nie mógł być inny.

  2. Jako dziecko rozczytywałam się w Muminkach – o rodzinie i ich przyjaciołach. ponieważ sama miałam młodszą siostrę z milionem pomysłów, to najbliższa była mi Mimbla, która musiała okiełznać małą Mi, ja ka moją siostrę. Pamiętam, jak opowiadałam siostrze o przygodach Muminka i pasjach Włóczykija. i jaka straszna była Buka. Tak muminki w szerokim pojęciu to bohaterowie mojego dzieciństwa.

  3. Moją najlepszą książka z dziecięcych lat byla powieść pt. ” Dzieci z Bullerbyn”. Historie prawdziwych przyjaciół były dla mnie fascynująca przygoda w świat ich życia.

  4. DZIECI Z LESZCZYNOWEJ GÓRKI- MIAŁAM JEDNO Z PIERWSZYCH WYDAŃ; CZYTANA PRZEZE MNIE STO TYSIĘCY RAZY- DUŻY DRUK I WSPANIAŁE TEMATYCZNE ILUSTRACJE DOSTOSOWANE DO WYDARZEŃ I PÓR ROKU. NIEDAWNO TEŻ PI NIĄ SIĘGNĘŁAM W CZASIE CHOROBY- WTEDY CZŁOWIEK SIĘ ROBI TKLIWY, NOSTALGICZNY. DZISIAJ JUŻ NIE MA TAKIEGO ŚWIATA NIGDZIE JAK W TEJ KSIĄŻCE A ONA CHYBA NA CAŁE ŻYCIE WYRYŁA WE MNIE TĘSKNOTĘ ZA LEŚNICZÓWKAMI, O KTÓRYCH CHĘTNIE CZYTAŁAM I W INNYCH KSIĄŻKACH.
    PRZEŻYŁAM SZOK, GDY KUPIŁAM SIOSTRZENICY NOWE WYDANIE A TAM ZMIANY! ZAMIAST „DZIECI ZDJĘŁY BUTY” BYŁO „DZIECI ZDJĘŁY ADIDASY” I JESZCZE PARĘ UNOWOCZEŚNIEŃ NP O 3 MAJA ZAMIAST O 1, PRĄD ZAMIAST NAFTA- CO ZA DURNOTA! TO WŁAŚNIE SŁOWNICTWO, OPIS DAWNYCH WYDARZEŃ, TRADYCJI, ŚWIĄT, TŁO HISTORYCZNE SPRAWIAJĄ, ŻE KSIĄŻKA JEST MOJĄ UKOCHANĄ. I PRZYKRO MI OGROMNIE, ŻE KTOŚ TAL SPROFANOWAŁ KSIĄŻKĘ I AUTORKĘ. JAK MOŻNA PRZEINACZAĆ LITERATURĘ I ZUBAŻAĆ WARTOŚĆ!!!!

  5. Moją ulubioną książką z dzieciństwa jest „Ten Obcy” autorstwa Ireny Jurgielewiczowej. Mimo upływu lat od czasu przeczytania tej książki, były to czasy kiedy chodziłam jeszcze do podstawówki, książka ta, a przede wszystkim jej główny bohater ten zapadły mi w pamięć. Zenek Wójcik zaimponował mi swoją tajemniczością, wrażliwością i pragnieniem przyjaźni. Historie opisane w tej książce bardzo przypominały mi te opowiadane przez moją babcie. Właśnie to sprawiło że już od wielu lat ta książka jest moją ulubioną książką z dzieciństwa.

  6. Moja ulubiona książka z dzieciństwa to powieść autorstwa LM Montgomery pt ,,Ania z Zielonego wzgórza”.Będąc, osobą niepełnosprawną ruchowo w stopniu znacznym .Odkąd pamiętam utożsamiałam z tytułową bohaterką ,ponieważ ze względu na moją nadwrażliwość oraz liczne przeciwności losu z którymi musiałam się w życiu z zmierzyć Często bywam w tak zwanej ,,Otchłani rozpaczy.”

  7. Historia o tym, jak moja ulubiona książka wpadła w moje ręce, jest związana z moją siostrą. Od czasów wczesnej podstawówki miałyśmy ogromną fascynację wampirami, a że siostra była starsza to szybko zaczęłyśmy oglądać serial „Pamiętniki wampirów”. Gdy seria się skończyła czułam niedosyt i zaczęłam szukać książek związanych z supernaturalnymi istotami (swoją drogą, dzięki temu zaczęłam czytać!). Trafiłam pewnego razu w miejscowej bibliotece na tytuł „Ostatni rejs »Fevre Dream«”. Nie zgadniecie kto jest autorem – George R. R. Martin. Tak – ten od Gry o Tron! Książka po pierwszej stronie wciągnęła mnie tak bardzo, że przeczytałam ją w niecały tydzień (to było bardzo szybko, lenia do czytania miałam ogromnego). Piękne opisy (bohaterowie pływają parowcem o nazwie „Fevre Dream” po Missisipi), pięknie wykreowane postacie, piękna narracja, a całość była zakrapiana fantastyką, którą po dziś dzień kocham. Zawdzięczam tej książce bardzo dużo, bo przeniosła mnie w świat fantastyki w bardzo młodym wieku.

  8. Moją ulubioną książką z dzieciństwa jest zdecydowanie „Mała Księżniczka”. Czytałam ją kilka razy i za każdym razem odkrywałam w niej coś nowego. Książka, mimo że pozornie smutna, napawa wielkim optymizmem i sprawia, że patrzymy w przyszłość z ufnością i nadzieją. Główna bohaterka, Sara, była dla mnie wzorem do naśladowania. Podziwiałam to jak znosiła wszystkie krzywdy i upokorzenia. Zachowywała się jak prawdziwa księżniczka, choć nie miała ani grosza. Książka przekazuje ponadczasowe wartości i wiem, że będzie doskonałą lekturą dla moich dzieci, wnuków i prawnuków. Ma w sobie to, co powinna mieć książka idealna. Sprawia, że się cieszymy, śmiejemy, smucimy, wzruszamy i przede wszystkim dostajemy nadzieję. A przecież Ci, którzy żyją nadzieją, widzą dalej.

  9. Najpiękniejszą książką, jaką pamiętam z dzieciństwa, jest „Karolcia” Marii Kruger. Czytałam ją sobie już sama, bo dość wcześnie nabyłam tę umiejętność :) Zanim otwierałam kolejny rozdział, prosiłam wszystkich, aby nie wchodzili do pokoju. Zamykałam drzwi, by nic ani nikt nie przeszkodził w tej chwili. Pamiętam, celebrowałam i chłonęłam każde słowo. Niemal przenosiłam się do środka książki, zafascynowana przygodami Karolci i magicznego błękitnego koralika. Teraz już jestem mamą, i kupiłam dzieciom tę książkę. Synek już umie czytać, ale pod pretekstem czytania również dla młodszej córci uparłam się, że będę im czytać wspólnie. Tak naprawdę chodziło mi bardziej o to, żeby znów poczuć tę magię. I… poczułam! Po zaciekawionych oczach i otwartych buziach poznałam, że moje dzieci też… :)

  10. Carlo Collodi Pinokio.
    Tę książkę zgłaszam jako baśń uczącą dzieci mówienia prawdy, przestrzegającą przed surowymi reperkusjami za kłamstwo i nieposłuszeństwo.
    Sroga kara za nieuctwo i nieposzanowanie starszych robi wrażenie. Ośle uszy pomogłyby i dzisiaj w niejednej szkole.
    Dla mnie to była ulubiona książka, bo byłam straszną kłamczuchą i uparciuchem. dzięki niej dobrze się uczyłam i słuchałam Rodziców, szanując ich (co mi zostało do dzisiaj:))

  11. Książką mojego dzieciństwa jest Ania z Zielonego Wzgórza ,ogromnie się utożsamiałam z jej losami ,była moją najlepszą przyjaciółką w czasach rozwijania mojej wyobraźni oraz kreatywności . Ania pomogła mi się uporać z odrzuceniem przez rówieśników ,ponieważ tak samo jak ona żyłam w swoim świecie fantazji . Bohaterka z Zielonego Wzgórza nauczyła mnie ,że nie ważne co myślą o nas inni ludzie lecz ważne aby żyć w zgodzie z swoją duszą . Ania przeżywała momenty jakie przeżywa każda dziewczynka ,uwielbiałam ją za jej nieskończoną wyobraźnię .

  12. „Chatka Puchatka” i „Kubuś Puchatek” – opowieść o małym sympatycznym misiaku, który uwielbia miodek oraz o jego przyjaciołach, którzy zawsze sobie pomagają bez względu na przeszkody i przeciwności jakie ich spotykają. Ich przygodom towarzyszy wiele emocji oraz duża dawka humoru. Książka nawiązuje do takich wartości jak przyjaźń i zgoda która panuje między mieszkańcami lasu, a także do pomagania bliźnim. Fajnie tak przypomnieć sobie być tą małą dziewczynką, po raz pierwszy mającą do czynienia z książką A.A. Milne i przejmującą się losami bohaterów. Kłapouchym, który nie miał domu i jego ogonkiem, który potrafił się zagubić. Nieporadnością prosiaczka, ciągłym brakiem miodku dla Kubusia. Każdy dorosły, który przeczyta tę powieść, nagle przypomni sobie beztroskę dzieciństwa oraz uniwersalizm cech jakimi zostali obdarowani bohaterowie ze Stumilowego Lasu. Książka ucząca miłości i przyjaźni bezwarunkowej, najukochańszy prezent z dzieciństwa (od mamy na urodziny), w którym nawet teraz – po wielu latch odnajduje mądrości życiowe:
    – A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? – spytał Krzyś, ściskając Misiową łapkę. – Co wtedy?
    – Nic wielkiego – zapewnił go Puchatek. – Posiedzę tu sobie i na ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika.

  13. Jako dziecko bibliotekarki uwielbiałam czytać książki, co z pewnością wynikało z faktu,że mama od najmłodszych lat czytała mi do poduszki, więc miłością do książek zaraziła mnie bardzo szybko. Zaczytywałam się w powieściach o Doktorze Dolittle, lekarzu o niezwykłej umiejętności posługiwania się językiem zwierząt. Uwielbiałam tę postać i przygarnięte przez niego zwierzęta,którym po latach cierpień zapewniał spokojne lokum, bezpieczeństwo i opiekę na resztę życia. Z wielką uwagę śledziłam jego przygody i liczne wojaże oraz tarapaty w jakie wpadał, a z których dzięki sprytowi i znajomości języka zwierząt udało mu się zawsze szczęśliwie wykaraskać. „Doktor Dolittle i jego zwierzęta” to powieść,która fascynuje nawet teraz,gdy jestem dorosła. Sprawia,że przy jej czytaniu na nowo przenoszę się w beztroski czas dzieciństwa a przede wszystkim uświadamia,że niektóre wartości jak przyjaźń do ludzi i zwierząt jest uniwersalna i nie podlega wiekowi.  Wówczas nie była to jeszcze lektura szkolna,tym bardziej cieszy mnie fakt,że książka „Doktor Dolittle i jego zwierzęta” w końcu trafiła na tę listę i zostanie poznana przez większe grono dzieci.     

  14. Moją ulubioną i NIEZAPOMNIANĄ książką z dzieciństwa jest „Dzieci z Bullerbyn”. Mieszkałam wtedy na wsi i do szkoły chodziłam 3 km przez pola i łąki. Chodziłam do trzeciej klasy i wraz z siostrą i razem śpiewałyśmy fragmenty z książki, aby sobie umilić drogę. Było przy tym dużo śmiechu. Upłynęło sporo lat, mieszkamy w miastach i czasem przywołuję te wspomnienia beztroskich lat i wciąż widzę zielone łąki, pola, szumiące osiki i dwa małe szkraby śpiewające „kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej…” :)
    Te słowa zawsze nam się przypominają , gdy takową mamy akurat w lodówce. Tak wie ślad książki w naszych sercach pozostał na zawsze. Przeczytałam później bardzo wiele książek, ale ta zawsze kojarzyć mi się będzie z beztroskim dzieciństwem.

  15. Dzień dobry
    Moja najpiękniejsza książka z dzieciństwa to,,Awantura o Basię „K.Makuszyńskiego,trochę póżniej ,,W pustyni i w puszczy,a jeszcze póżniej to już wszystkie.Pozdrawiam Celina Gregula

  16. Dla prawdziwych pasjonatow ksiazki sa jak wrota do innego swiata. W dziecinstwie przechodailam do niego codziennie. Jedna z moich ulubionych ksiazek jest „Bialy Kamien” Linde Gunnel. Bardzo malo ludzi zna ta kasiazke. Polecam ja nawet doroslym.
    Znaleziony bialy kamien, powiaze drogi dwojga dzieci z dwoch roznych swiatow.. nawet sam szatan odwiedzi miasteczko zostawiajac czarne odciski stop na wiezy koscielnej…Nie czekajcie dluzej.. czytajcie!!!

  17. Moje dziecięce serducho skradł…Piotruś Pan! <3  <3 <3 Zabawny, odważny, zawsze z głową pełną pomysłów – najlepszy towarzysz na niejedna eskapadę w nieznane…
    Do dziś marzę, by zmienić się w latającego "Dzwoneczka" i fruwać z nim po magicznej krainie Nibylandii…:D:D:D

  18. Hobbit to książka, którą najlepiej wspominam z czasów dzieciństwa. Opowieść o młodym Bilbo, Gandalfie i kompani krasnoludów pochłonęła mnie od pierwszej strony. Napisana przystępnym językiem, szczególnie jak na Tolkiena. Historia przedstawiona w książce bardzo mnie zaciekawiła, pamiętam, że często wracałem do wcześniejszych rozdziałów tylko po to żeby na pewno zrozumieć co dzieję się w aktualnie czytanym momencie. Bardzo zaprzyjaźniłem się z głównymi bohaterami, do dziś lubię rozmawiać o losach tej drużyny. Dzięki, tej książce poznałem świat Śródziemia i pokochałem go. Teraz jestem wielkim fanem całej twórczości Tolkiena. Pozdrawiam

  19. Moja ulubiona książka z dzieciństwa to „Szatan z siódmej klasy” Kornela Makuszyńskiego, autora „uśmiechniętych książek”. Autor pisał, iż w „Szatanie z siódmej klasy” „mieszczą się trzy czwarte prawdy i jedna czwarta zmyślenia”. Jest to powieść sensacyjno-detektywistyczna z wątkiem poszukiwania skarbów. Mój bohater to Adaś Cisowski, ów tytułowy „Szatan”, który rozwiązuje szczęśliwie zagadki, i zostaje zaproszony do Bejgoły na Wileńszczyżnie w celu wyjaśnienia dziwnej tajemnicy znikania drzwi w starym dworku. Imponował mi swoją żywą wyobrażnią, która widziała to, czego zwyczajne, krótkowzroczne oczy dojrzeć nie mogły. Pogodny, serdeczny kolega, wesoły i uśmiechnięty,, uczynny i współczujący, zdobył sobie bez wielkiego trudu miłość u wszystkich. Moją również…Zauroczona byłam również jego partnerką Wandą Gąsowską, pełną dziewczęcego uroku, niezwykle odważną i inteligentną. Ta książka pokazywała mi, że dobroć ludzka jest niezmierzona, a porywy szlachetnych serc mogą czynić cuda. Byłam zafascynowana komizmem języka, sytuacji i postaci Adasia…

  20. Moją ulubioną książką w dzieciństwie były ,,Dziwne losy Jane Eyre”. Od małego byłam molem książkowym; od bajeczek po poważniejsze lektury. Ta książka autorstwa Charlotte Bronte ujęła mnie wyjątkowym klimatem panującym w lekturze oraz wyjątkowa historia nietypowej bohaterki. Pomimo, że ma dość smutna fabułę, bardzo mnie inspirowała i nauczyła mnie właściwego korzystania z własnej wyobraźni i szczerej empatii.

  21. „Baśnie, bajki, bajeczki” Aleksego Tołstoja- przeczytane, obczytane, wyczytane sto tysięcy razy. Jestem już na emeryturze a książka w czerwonej okładce jest ze mną do dzisiaj. Pamiętam, że pierwsze czytania były mamine dla mnie a potem sama czytałam na okrągło chociaż prawie znałam je na pamięć. Moja córka też się w niej zakochała i teraz czeka sobie książeczka na następne pokolenie. Dzisiaj to charekterystyczne w twardych, czerwonych okładkach z dzikimi gęsiami wydanie to rzadkość. Dla mnie bezcenna i przechowywana z miłością.
    Takie bajki zapadają w pamięci na całe życie! Kształtują dziecko, zachęcają do czytania i rozwijają wyobraźnię.

  22. Wywołaliście tym pytaniem jedną z rodzinnych anegdotek, wywołując niemały uśmiech na mojej twarzy… Moją ulubioną książką z czasów dzieciństwa był atlas grzybów. Pora na kąpiel – w łapkach atlas grzybów. Podróż? Atlas grzybów. Mała Asia nie chce jeść obiadu? Dajmy jej atlas grzybów! W sumie nie wiem, co mnie tak do tego atlasu przyciągało, ale po kilku latach tak intensywnego użytkowania, część kartek po prostu się odkleiła i wyleciała…

  23. To historia poznana i pokochana w dzieciństwie, a w pełni zrozumiana i odkryta na nowo w życiu dorosłym – pozytywna, pełna nadziei, ufności, uniwersalnych mądrości i życiowych prawd. Jej bohaterowie kiedyś bawili mnie swoimi przygodami a dziś są mi nie mniej bliscy, bo widzę w nich siebie- swoje uczucia, emocje, nastroje i kalki swoich zachowań. Jesteśmy jak starzy przyjaciele- oglądam się w nich uśmiecham do siebie i przytulam swoje emocje. To „Kubuś Puchatek” A.A. Milne! Dzięki tej książce widzę jaki czasem zrzędliwy i pracowity ze mnie Królik, jak chciałabym wszystko wykonać samodzielnie i perfekcyjnie przy akompaniamencie narzekania na mój los i fałszywego poczucia niedocenienia przez rodzinę:) Wtedy mogę sobie powiedzieć: więcej uśmiechu, mniej perfekcjonizmu! Niekiedy jednak czuję się zagubiona i nieporadna jak Prosiaczek- czuję strach i niepewność obawiam się niepowodzeń i nie podejmuję działań. Bycie Prosiaczkiem uświadamia mi także, że warto zastanowić się czy moje obawy nie są jak Hefalumpy -groźne tylko w mojej głowie- i docenić,że mam wokół mnóstwo przyjaciół, którzy na pewno mi pomogą. Jestem człowiekiem wysoko wrażliwym, głęboko przeżywam wszystkie emocje, a złe doświadczenia długo stanowią o moim nastroju- wtedy przytulam swojego wewnętrznego Kłapouchego bo wiem, że bycie smutnym nie jest czymś złym, tylko naturalnym, że mam prawo przeżywać mój smutek i to nie czyni mnie mniej wartą ani mniej lubianą tylko czyni mnie sobą.
    Mój ulubiony cytat towarzyszy mi każdego dnia:

    – Jaki dziś dzień? – zapytał Puchatek.
    – Dziś – odpowiedział Prosiaczek.
    – To mój ulubiony dzień. :)

  24. Moja ulubiona książka to Dzieci z Bullerbyn.Kilkoro dzieci mieszka w maleńkiej wiosce,ale nie jest im nudno,nie mają telefonu, internetu, każdy dzień to przygoda. Spędzają czas na świeżym powietrzu i wymyślają różne zabawy. Szukają skarbów, śpią w stogu siana, łowią raki. Książka budzi wspomnienia z dzieciństwa, ukazuje piękno wsi. To książka ponadczasowa. Rodziną i przyjaciele są na pierwszym miejscu i zawsze znajdzie się wyjście z sytuacji, nawet tej najtrudniejszej.

  25. Moją ukochaną książką z dzieciństwa był „Bari, syn Szarej Wilczycy” autorstwa James Olivera Curwooda, Może się wydawać, że nie jest to dobra książka dla dzieci, zbyt drastyczna, jednak ja zostałam wychowana z bliskości z naturą, bez jej disneyowskiego upiększania, ale w poszanowaniu do piękna dzikości i szacunku dla wolności istot. Dlatego przygody dzikiego pół wilka były moją ulubioną opowieścią tym bardziej, że też pokazywały magię więzi między człowiekiem, a zwierzęciem. Pogranicze między ludzkim, a zwierzęcym światem.
    Jako mała dziewczynka wyobrażałam sobie, że jestem indiańską księżniczką, która przemierza lasy ze swoim wilkiem lub że jako wilk mam odważne przygody jak Bari.

  26. Moją ulubioną książką z dzieciństwa jest ,,Mały książę ”
    Antoine de Saint-Exupéry . Mówi ona o przyjaźni księcia z lisem. Pokazuje dzieciom jak warto jest nawiązywać przyjaźnie oraz ,że warto nie zostawiać przyjaciół.Oraz pokazuje dorosłym ,aby nigdy nie tracili wewnętrznego dziecka w sobie. Abyśmy nie byli próżni przez pryzmat materialnych korzyści .Bohater dojrzewa do miłości i przyjaźni.Lis i Róża to symboliczne postacie pomagające się przemienić bohaterowi. Podróże Księcia uczą go, iż wartościami nadrzędnymi w życiu są przyjaźń, miłość, odpowiedzialność za innych, wierność temu, w co się wierzy, dobroć, szacunek dla drugiego człowieka i poszanowanie jego wolności. Chłopiec przechodzi długą drogę do miejsca na pustyni, gdzie daje się ukąsić żmii i umiera.

    1. Spotkanie Żmii z Małym Księciem, a także ich dość intymna – w sensie duchowym – relacja to chyba najbardziej intrygująca scena z tej mądrej i cudownej książki. Trzeba nie lada mądrości, by zrozumieć i pochwycić jej sens. Miałam zaszczyć odgrywać postać Żmii i wbrew pozorom – nie było to łatwe zadanie. Pozdrawiam i gratuluję dobrego wyboru :)

  27. Moja ulubiona książka z dzieciństwa to „Dzieci z Bullerbyn”. Co mi się zawsze w niej podobało? Beztroskie dzieciństwo spędzane w pięknych wiejskich klimatach. Uczące samodzielności i radzenia sobie ze swoimi emocjami. Dobrze, że jest to lektura w szkole, bo warto by każde dziecko ją przeczytało. Ja moje dzieci zabieram w góry, by również miały możliwość spędzenia czasu na łonie natury i cieszenia się, chociaż weekendową, wolnością i beztroską.

  28. Gdy byłam dzieckiem miałam mnóstwo książek. Wiele z nich zachowało się do dziś z czego jestem bardzo zadowolona. Z racji tego, że moje dzieciństwo nie było najszczęśliwsze to właśnie w świat bajek i opowieści lubiłam uciekać najbardziej. Książka „Heidi” została w mojej głowie. Opowieść o dziewczynce z wielkim sercem, a tak doświadczonej przez życie już od najmłodszych lat. Śmiałam się z nią i płakałam. Bardzo przeżywałam wszystkie jej przygody. W tle przepiękna przyroda i majestatyczne góry… znów muszę do niej wrócić :)

  29. Zdecydowanie moją ulubioną książką – książkami – z dzieciństwa są dwa opasłe tomy: „Baśnie braci Grimm”. Księgi podarowała mi mama (miałam nie więcej jak 10 lat), ale zamiast radości typowej dla małej i ufnej dziewczynki, prezent wywołał u mnie zdziwienie i długotrwałą konsternację. Granatowe tło okładek sygnalizowało ich mroczny charakter. Z jednej okładki spoglądał złowrogo posępny kruk; z drugiej okładki – wątpliwej urody żaba. Na głowach bohaterów spoczywały złote korony, na których bawił się w najlepsze stary, długobrody krasnal. Treść książek również nie napawała optymizmem (przynajmniej z perspektywy dziecka). Mroczne i „mocne” baśnie paliły młode nerwowe zwoje. Choć były ciężkie w odbiorze, to jednak nęciły i intrygowały. Jak ten wilk z „Czerwonego Kapturka” pochłonęły mnie całą, by już na zawsze odcisnąć na dziecięcej duszy swe piętno . Do dziś nie wiem czym kierowała się moja rodzicielka przy doborze książek. Mimo to… jestem jej wdzięczna. Może intuicyjnie wyczuła, że baśnie będą ze mną rezonować, były jakby stworzone dla mnie – wręcz „kompatybilne”. A może po prostu trafiły one do mnie przypadkiem, a przy okazji zrobiły swoją „ciemną pracę”. Tego nie wiem…. Jedno co jest pewne, to to, że „Bracia” wywarli duże wrażenie i zaszczepili we mnie zamiłowanie do gatunków mrocznych tajemniczych, pełnych niesamowitych historii i niecodziennych zdarzeń; a stąd już nie daleko do mistrza literatury grozy: nieocenionego Stephena Kinga i jego fantastycznych „bajek”. Pozdrawiam serdecznie tych, którzy choć z głową w chmurach , to jednak twardo stąpają po ziemi :) „Idź więc, są światy inne niż ten”. – Stephen King, Roland.

  30. Rodzice nigdy nie musieli mnie zmuszać do czytania lektur i książek i do tej pory uwielbiam czytać, a moją ulubioną książką z dzieciństwa była „Anielka”. To jedna z najpiękniejszych lektur szkolnych, piękna opowieść i ciekawe zakończenie. Po „Anielkę” z chęcią sięgnełabym ponownie.

  31. Z racji na imię i nie tylko … „Ania z Zielonego Wzgórza” Czasami staję się nią choć na moment, znów rozmawiam z motylem i mrówką i opowiadam kwiatom bajki na dobranoc. Mam te same marzenia i wielką wyobraźnię, zapominam o tym co przeraża
    i ile trosk przynosi dorosłe życie. Przytulam twarz do chłodnej szyby i odnajduję w niej kochające oczy
    wyimaginowanej przyjaciółki z tamtych dni. A kiedy ktoś dostrzeże mokre okno, kłamię że przed chwilą padał deszcz …

  32. Lassie wróć
    Miałam kiedyś pieska Timiego napisałam o nim:
    Na dwór gdy chce iść nosem puka mnie.
    Jakby chciał powiedzieć „Ze mną chodź. Proszę!”
    gdy na niego patrzę zawsze mnie pociesza, wszystkiego wysłucha, łebek położy na kolanach- daje odczuć – już „oki”, nie martw się kochana!
    Chociaż jest uparty i czasem robi co chce tak naprawdę wie jakie miejsce w domu jego jest.
    Z Timim jest wesoło – fajniutki to pies
    i po prostu dobrze, że wciąż z nami jest!
    ….a teraz Timiego z nami nie ma i jest smutno:(

  33. witam Moja ukochana książka do tej pory jest ”Ania z zielonego wzgórza ”i cała seria .Od młodzieńczych lat do dorosłego życia. Czytając Anie można odpłynąć w świat marzeń w pięknej kanadzie w dawnych czasach

  34. „Człowiek w zimie zapomina, jak cudowna jest wiosna i ma co roku miłą niespodziankę” – Lucy Maud Montgomery („Pat ze srebrnego Gaju”)

    Odkąd pamiętam czytałam dużo, książki były nieodłącznym elementem mojego dzieciństwa, nie było bez nich dnia. Nie jestem w stanie zliczyć książek, jakie przeczytałam będąc dzieckiem ani przypomnieć sobie ich wszystkich. Na pewno jednak jedną z ulubionych moich autorek była Lucy Maud Montgomery, której „Ania z Zielonego Wzgórza” jest tylko jedną malutka kropelką w całym oceanie jej twórczości. Jej książki dawały mi taki wewnętrzny spokój, gdy tego potrzebowałam, pocieszały, gdy było mi smutno. Gdy moi rodzice się kłócili ja zasiadałam z książką w ręku i żyłam tamtym światem jakbym była postacią stworzoną przez autorkę. Gdy latem koleżanki wyjeżdżały, a ja zostawałam sama – stos powieści Montgomery zapewniał mi przygody bez ruszania się z domu. Bohaterki jej książek to były dziewczynki, takie jak ja – z każdą z nich miałam coś wspólnego, mogłam się z nią identyfikować, razem z nimi przeżywałam ich życie.

    Pamiętam Emilkę ze Srebrnego Nowiu i całą serię opowieści o niej, historie o Kilmeny i oczywiście wspaniałą Pat ze Srebrnego Gaju. To zresztą zafascynowana jej osobą wybrałam sobie moje trzecie imię, do bierzmowania -Patrycja. Z pewnością spędzenie dzieciństwa z nosem w książkach jest wartościowe, może być piękne.

  35. Nalle wesoły niedźwiadek
    pierwsze zetkniecie się ze Skandynawią
    pierwsze trudne słowa – skandynawskie nazwy
    kolej- z która miałam do czynienia w dzieciństwie
    tajemniczość- to co lubiadzieci

  36. Opowieść Wigilijna – po prostu arcydzieło. O tym, że czasu nie da się cofnąć, ale zawsze można poprowadzić naszą przyszłość lepszą drogą.

  37. W dzieciństwie uwielbiałam czytać książki, bardziej nieobowiązkowe szalone przygody niż pozycje z kanonu lektur. Moje serce skradły książki Kornela Makuszyńskiego, „Seria niefortunnych zdarzeń” czy moje pierwsze spotkanie i ziarenko miłości do podróży – „W 80 dni dookoła świata”.
    Najwięcej emocji i uczuć pozostawiły w mojej duszy książki Astrid Lindgren – seria o przygodach Pippi a przede wszystkim historia „Bracia Lwie Serce”. Wzruszająca, przepełniona miłością i troską, przygód i walki.. walki o siebie, z własnymi słabościami i w miłości do najbliższych. Dla małej dziewczyny poszukującej siebie to wspaniała pozycja, przewodnik by zrozumieć jak ważne jest rodzeństwo (obecnie zrobię wszystko dla brata), dążenie do postanowień i pewność siebie. Po książkę sięgnęłam nieco przypadkiem, zarażona szaleństwem przygód Pippi i zrozumiałym przekazem pióra Astrid, ale tytuł i wspomnienie powoduje iskrę miłości w sercu.

  38. Najpiękniejszą książką, jaką pamiętam z dzieciństwa, jest „Janko Muzykant” Henryka Sienkiewicza. Byłam już na tyle dużą dziewczynką, że czytałam ją sobie już sama. Pamiętam, że gdy babcia kupiła mi tą książkę była wiosna. Zanim przeczytałam pierwszą stronę usiadłam na dworze, na mojej ulubionej drewnianej huśtawce między kwitnącymi drzewami wiśni. Książka nie była długa, liczyła zaledwie parę stron, ale pamiętam, że celebrowałam i chłonęłam każde słowo. Niemal przenosiłam się do środka książki, zafascynowana przygodą Janka. Było to magiczne, pełne wzruszeń i pasji opowiadanie, które dogłębnie poruszyło moje serce. Teraz już jestem mamą, i nadal posiadam w swojej biblioteczce tę książkę. Postanowiłam, że razem z dziećmi będziemy ją czytać wspólnie. Chciałam znów poczuć tę magię. I… poczułam! Po oczach pełnych łez wzruszenia i otwartych buziach poznałam, że moje dzieci też… :)

  39. Pamiętam, jak co drugi, trzeci dzień Mama czytała mi ukraińską bajkę pod tytułem „Rękawiczka”. Uwielbiałam ją, ponieważ wyobrażałam sobie, że jestem jednym z malusieńkich zwierzątek, które chowają się w tytułowej rękawiczce uciekając przed zimnem. Gdy potrafiłam już sama czytać, największe wrażenie zrobiła na mnie książka „Ten obcy”, która jak się później okazało, była lekturą szkolną w starszych klasach. W wieku pięciu lat potrafiłam już czytać i tak jak wtedy z wielką przyjemnością czytam każdą nową książkę, chociaż minęło już od pierwszych przeczytanych zdań prawie trzydzieści lat.

  40. Dla mnie arcydziełem zawsze były i będą Opowieści z Narnii. Pierwszy raz przeczytałam je w wieku 8 lat, to był mój pierwszy kontakt z literaturą fantasy i czytałam ją z wypiekami pod kołdrą (bo legalnie czytać przez cały dzień i pół nocy nie mogłam ;). Od tego momentu poszukiwałam tajemnych przejść do innych światów, a gdy uświadamiałam sobie, że w dalszym ciągu muszę szukać sięgałam po nową powieść z tego gatunku. To były koleje drzwi do magicznych światów. Do dzisiaj uwielbiam uciekać w fantastykę gdy mam zły humor, choć czytam wszystkie gatunki to właśnie ten najlepiej mnie relaksuje.

  41. „Dzieci z Bullerbyn” – kultowa książka wielu pokoleń, w historycznym wydaniu w żółtej okładce, z kilkoma luźnymi już stronami, zajmuje swoje szczególne miejsce w mojej szafce przy łóżku. Jako nieśmiałe dziecko czytałam ją, marząc o przygodach z rówieśnikami z sąsiedztwa, naśladowałam pomysły słynnej gromadki z zagrody upraszając babcię, by móc spać w stodole, „spotykać Nowy Rok” w sylwestra, dawać tajemne znaki błyskiem latarki… Ta mała książeczka z moimi podkreśleniami z lat szkolnych towarzyszy mi przez całe życie, szczególnie w okresie przedświątecznym, gdy tak bardzo tęskno do tych pięknych i beztroskich czasów dzieciństwa, kiedy odliczało się dni Adwentu, sklejało łańcuchy z kolorowych wycinanek, świat jawił się baśniowy, niewinny, piękny… Przez lata, dla mnie – nauczycielki, była cudownym narzędziem w kształtowaniu dziecięcej wrażliwości, zachwytu światem, pokazywaniu wartości przyjaźni… Pokochała ją moja córka i setki dziewczynek i chłopców, w których starałam się zaszczepić pragnienie przyjaźni, budowania wspólnoty, celebrowania ważnych chwil w grupie. Dziś, kiedy jestem już na emeryturze, kiedy poddaję się chwilom marazmu, smutku i zniechęcenia, widok tej żółtej okładki wywołuje mimowolny uśmiech na twarzy, przypomina mi o tej małej, radosnej, wrażliwej dziewczynce, którą byłam i którą mam przecież w sobie – do dziś…

  42. W wieku 6-ciu lat zostałem laureatem konkursu plastycznego „Świat Cyrku”. Jedną z nagród była wydana w 1961r książka Igora Sikiryckiego „O komarze i orkiestrze”. Nie umiałem jeszcze wtedy czytać, a jej treść była dla mnie drugorzędna. Chwaliłem się jednak nią każdemu, kto odwiedzał nasz dom. Stanowiła dla mnie wyjątkowe trofeum i powód do dziecięcej dumy. Ojciec czytał mi na dobranoc fascynujące opowieści ale to ona była tą moją ulubioną. Może dlatego, że była pierwszą rzeczą, na którą sam sobie zasłużyłem. Mam ją do dziś.

  43. Moją ulubioną książką z dzieciństwa zawsze była Harry Potter i Kamień Filozoficzny- książka ta pozwalała się przenieść w świat fantastyki, wyobrazić sobie bycie uczniem wspaniałej szkoły magii w Hogwardzie, dzięki serii tych książek moja wyobraźnia bardzo dobrze się rozwinęła ale także dzięki temu pokochałam czytanie książek co również wzbudziło we mnie bardzo ważną misję jaką było przekonywanie innych do czytania książek bądź czytanie małym dzieciom aby mogły tak jak ja rozwijać swoją wyobraźnię i kreatywność.

  44. Kochałam serię o „Ani z Zielonego Wzgórza”, lubiłam opowieści o Muminkach, ale to powieść grozy S.Kinga pt. „Miasteczko Salem” darzę największą atencją jeśli chodzi o książki z czasów dzieciństwa… . Dlaczego?. Ano po pierwsze dlatego, że jak to głosi znane przysłowie zakazany owoc smakuje najlepiej, a po drugie ze względu na postać samego głównego bohatera Richarda Strakera oraz fakt, że owa powieść była pierwszą powieścią grozy w ogóle po jaką sięgnęłam. A muszę nadmienić, iż miało to miejsce, gdy liczyłam sobie 13 wiosen, kiedy to bez pozwolenia rodziców sięgnęłam po tę pozycję z półki w salonie i zgłębiałam jej stronice…pod kołdrą z latarką w ręku. Wywarła ona wówczas na mnie iście piorunujące wrażenie i stała się właściwie przyczynkiem dla mego zainteresowania kwestią WAMPIRYZMU w kulturze. Lubię bardzo ową produkcję, ponieważ podejmuje ona wspomnianą kwestię „dzieci nocy” (wampirów) i samego protoplasty wampirzego rodu, czyli hrabiego Draculi. Parę lat temu skądinąd zaczytywałam się w przeróżnych pozycjach książkowych o wspomnianej tematyce, a zupełnie
    urzekła mnie książka Marii Janion „Wampir. Biografia symboliczna”. Uważam zresztą po dziś dzień, że wampir jest poniekąd postacią uwikłaną w swoisty konflikt tragiczny. Jego
    największy „dar”, czyli nieśmiertelność jest zarazem największym przekleństwem, co doskonale m.in. ukazał Coppola w swym
    oscarowym dziele z 1992 pt. „Dracula”. Ale wracając do meritum to owa postać Richarda Strakera już od początku wspomnianej książki bardzo mnie zaintrygowała. To ktoś w rodzaju R. M.Renfield’a (pomocnika Draculi), którego zadaniem jest stworzenie odpowiednich warunków dla jego mistrza-wampira (zapewnienie dogodnego miejsca pobytu, ukrywanie niewygodnych faktów, strzeżenie mistrza). Niemniej jednak jest on takim kimś, kto wymyka się schematycznemu ujęciu
    słownemu tejże postaci, tzw.”sługusa” (to termin zwłaszcza wszechobecny w trylogii:”Blade”). Jest inteligentny, tajemniczy,
    posiada także dar przewidywania i nie wytłumaczalną nadludzką siłę a także odporność (choć jest śmiertelny). Zresztą muszę nadmienić, że Donald Sutherland stworzył genialną kreację tejże postaci w filmowej ekranizacji tejże powieści pod tym samym tytułem . Różni się ona w pewnych partiach od tej książkowej, ale jest równie interesująca i opasana pierwiastkiem
    tajemniczości. Tak, zdecydowanie tę książkę z czasów wczesnej młodości lubię najbardziej.

  45. „Mały Książę” – Antoine de Saint-Exupéry

    Ile to lat już minęło od jej przeczytania ?
    Książka, która oblicze przyjaźni odsłania,
    Bycia odpowiedzialnym i drogi do miłości,
    Ucząca nas czytelników też wytrwałości.

    „Mały Książę” to opowieść która uczy i bawi,
    A nie jeden rozdział w zadumę nas wprawi,
    Jednoczenie pochłaniając w całości czytelnika,
    Który prawdziwych relacji ludzkości dotyka.

    Wracam do niej często nawet z sentymentu,
    To ulubiona książka z pamiętnego prezentu,
    Skierowana do dzieci, a jednak i dla dorosłego,
    Nie przeczytałem lepszej do dnia dzisiejszego.

    Fantastyczna książka, którą warto przeczytać,
    O sens i pouczenie wcale nie trzeba już pytać,
    Bo dla mnie to książka godna każdej uwagi,
    Budząca gamę uczuć, od uśmiechu do powagi.

    To właśnie moja ulubiona książka z dzieciństwa !

  46. Moją ulubioną ksiażką byli „Bracia Lwie Serce” cudowna książka o sile braterskiej miłości, której nawet śmierć nie niszczy, o empatii, honorze a wszystko to osadzone w świecie na pograniczu rzeczywistości i fantazji.

  47. Tata przyniósł mi kiedyś książkę, mówiąc, że każdy powinien ją przeczytać. Jak się później okazało, miał takich znacznie więcej, każda lepsza od poprzedniej albo po prostu ja przepadłam bez pamięci w literaturze przygodowej. Spośród nich największe wrażenie zrobiła na mnie „Wyspa skarbów” Stevensona. Poszukiwania skarbu kapitana Flinta wciągają bez reszty, zazdrościmy Jimowi życia w czasach pełnych przygód i tajemnic, jednocześnie kibicując mu w wyścigu. Ponadto to właśnie tej powieści zawdzięczamy rozpowszechniony w popkulturze wizerunek pirackiego życia oraz pirata – w szczególności nieodłączna drewniana noga wygląda obrazowo. Niech o perfekcyjnej fabule świadczy fakt niezliczonych ekranizacji tej powieści, która w moim odczuciu stanowi kwintesencję „przygodówki”. Eh… bez wątpienia byłam chłopczycą. 😀

  48. Wszędobylski, czupurny, zadziorny ptaszek – takim go poznałam i takiego pokochałam, jak i miliony mi podobnych polskich dzieci. Wiadomo o kim mowa? Oczywiście o wróbelku Elemelku, bohaterze przezabawnych i pouczających opowiadań Hanny Łochockiej. Jest to moja ulubiona postać z dzieciństwa. O wartości artystycznej tej książki nie decyduje jedynie kultowa postać głównego bohatera i jego zabawne perypetie, ale również… rymy. Hanna Łochocka dołączyła do grona polskich pisarek (Marii Kownackiej i Wandy Chotomskiej) po mistrzowsku operujących „rymowaną prozą”, tworząc bajki pisane wierszem. Opowiadania o wróbelku urzekają swoją treścią, bawią, a nieraz i wzruszają, ale przede wszystkim bardzo przyjemnie je się czyta, a rymowane zdania łatwo zapadają w pamięć. Z czasów dzieciństwa do dziś utkwiło mi w głowie pierwsze zdanie jednego z opowiadań: „Raz wróbelek Elemelek znalazł w polu kartofelek”. Opowiadania są krótkie, idealnie nadają się jako „bajka na dobranoc”, a do tego poprzedzone są zabawnymi, rymowanymi tytułami i zakończone moralizatorskim przesłaniem. Można zacytować dla przykładu: „Bo gdzie nie ma ładu, zgody, tam nie będzie i nagrody. Gdzie się kłócą – tam, kolego, nie ma z tego nic dobrego!”. „O wróbelku Elemelku” Hanny Łochockiej to wg mnie pozycja obowiązkowa na dziecięcej liście lektur. Żałuję, że jest to postać dzisiaj nieco zapomniana, bo wcale na to nie zasługuje. Czasami wybieramy popularne zagraniczne pozycje, a zapominamy o naszych pięknych klasykach. Warto do nich powracać, bo niosą ze sobą prawdziwe emocje i wartości.

  49. Fajna to bajka była, rymowana, kolorowa, o podróżach koziołeczka, który szedł do Pacanowa.
    Wciąż czekały go przeszkody, podróżował przez świat cały, aż mi z tych emocji wielkich drobne rączki drżały.
    Choć już lat troszkę minęło i w dorosłych żyję świecie, czuję znów wielkie wzruszenie, chyba to czujecie.
    Kornela Makuszyńskiego 120 przygód koziołka Matołka z tęsknotą wspomina i poleca przeczytać Iwonka

  50. To cała seria „Ania z Zielonego Wzgórza” autorstwa Lucy Maund Montogomery.Pamiętam jak dziś,dzień w którym Pani w bibliotece poleciła mi ją,widząc jak pochłaniam z przyjemnością książkę za książką wręcz z niesamowitym apetytem Wypożyczyłam za jednym zamachem całą serię,Ania z Zielonego Wzgórza,Ania z Avonlea,Ania na uniwersytecie,Ania z Szumiących Topoli,Wymarzony dom Ani,Ania ze Złotego Brzegu ,Dolina Tęczy
    i Rilla ze Złotego Brzegu.Książka wciągnęła mnie od pierwszego tomu tak mocno,że mama gasiła mi na siłę światło w nocy,a ja pod kołdrą czytałam przy latarce.Ile nocy zawaliłam,w szkole na lekcjach usypiałam….ale warto było!!!Kocham tę powieść z wielu powodów. Za ciepło i humor jaki z niej bije, za liczne przygody jakie przeżywałam razem z bohaterką, za jej niesamowity klimat.. Jednak przede wszystkim dlatego, że odnalazłam w niej siebie.Wyobrażałam sobie,że to ja jestem główną bohaterką,marzyłam,że kiedyś spotkam swojego Gilberta,płakałam kiedy umierał Mateusz,póżniej Maryla…… moment, w którym Ania zdaje sobie sprawę, że jej pierwsza córeczka zmarła, śmierć Waltera i wg mnie najbardziej poruszający moment – powrót Jima Blythe’a i powitanie go przez Wtorka. Utożsamiałam się z Anią Piękna, wzruszająca książka, pozostająca w pamięci i sercu na wiele lat. Nigdy się nie nudzi, zawsze potrafi zaskoczyć a jednocześnie urzeka psychologicznymi aspektami, które dostrzega się czytając ja w dorosłym wieku. Jest ponadczasowa i polecam ją wszystkim, bez względu na wiek.Książki o Ani kocham całym sercem i choć znam je na pamięć, co jakiś czas znów do nich wracam. I zawsze zakochuję się na nowo. Mają w sobie tyle magii. I ciepła.Absolutnie książka mojego dzieciństwa i wczesnego wieku nastoletniego,a nawet ze studiów. Mam całą serię na półce, oczywiście zaczytaną na śmierć Niedługo przyjdzie moment, że wszystkie po raz kolejny przeczytam i jak zwykle się uśmieję, wzruszę i poczuję jakbym znowu miała naście lat.Wciąż trzymam na półce tę serię, licząc po cichu na to,moją malutką córeczkę,jak podrośnie, to uda mi się ją zarazić miłością do Ani.Mój ulubiony cytat: Być może wielkie uczucie nie wkracza w nasze życie w blasku i glorii jak rycerz na koniu; być może wkrada się cichutko jak stary przyjaciel; być może rozwija się w pozornej monotonii, by nagły błysk olśnienia ujawnił rytm i ukrytą muzykę. Być może miłość rozwija się naturalnie z pięknej przyjaźni, jak herbaciana róża z zielonego pąka.Przepiękny,pamiętam go do dzis na pamięć!

  51. Moje serce już, gdy byłam dzieckiem skradł… „Mały Książę”. Ten mądry chłopiec o kruchej budowie ciała, jasnych włoskach i sympatycznej buzi był moim absolutnym ulubieńcem w czasach gdy byłam dzieckiem, a później też nastolatką. Książkę „Mały Książę” znałam na pamięć niczym mantrę i czytałam ją na okrągło. Co ciekawe, za każdym razem odkrywałam w niej coś innego lub inaczej interpretowałam pewne słowa. Nie wiem do końca czy „Mały Książę” to typowa powieść dla dzieci… według mnie jest to powieść ponadczasowa dla dzieci, młodzieży i dla dorosłych. Jedno jest pewne… ten mały chłopiec skradł moje serce lata temu i nie da się o nim tak po prostu zapomnieć. <3

Dodaj komentarz

Why ask?