Wywiad z Kamilą Domin

 

Dźwięki gongów towarzyszą jej od wielu lat, stały się początkiem wędrówki po świecie przepełnionym intuicją i wewnętrzną, szamańską mocą.Pozwoliły jej zajrzeć w głąb siebie i czerpać radość oraz siłę z muzyki, tańca, śpiewu spontanicznego, bliskości natury oraz cudu jakim są narodziny życia.

Zapraszam na wywiad z Kamilą Domin, osobą pomagającą innym odnaleźć w sobie wewnętrzną moc, czekającą w każdym z nas na przebudzenie.

Kim jesteś?

Jestem szczęśliwą mamą trójki dzieci, Wiki, Angusa i Hugo, kobietą mocy, poszukującą różnych aspektów wewnętrznej kobiecej siły, będącej bliżej pierwotnej natury, czyli Matki Ziemi. Jestem też osobą promującą świadome narodziny, podążającą za wewnętrznym przewodnictwem.

Jestem również entuzjastkąwszelkiej improwizacjiartystycznej oraz technik, które pozwalają wyzwolić się z ograniczeń, umożliwiającswobodną autoekspresję i życie w pełnym potencjale twórczym.

Moją drogą serca jest granie na gongach, taniec, śpiew spontaniczny, kontakt z naturą i żywiołami.

Dlaczego grasz na gongach?

Gra na tych instrumentach jest wynikiem moich poszukiwań muzycznych i duchowych.

Po raz pierwszy doświadczyłam potężnej mocy dźwięku gongu w Czechach na wyjeździe organizowanym przez W. Osińskiego z Ars Libra. To było niezwykłe przeżycie! Moja dusza „poleciała” jakby do innego wymiaru, „odbyłam daleką podróż”. Muzyka wyzwoliła we mnie, po raz pierwszy, spontaniczny śpiew, przywołała moją pamięć komórkową, czyli najstarsze przechowywane we mnie informacje z poprzednich wcieleń. Poczułam się tak, jakbym narodziła się na nowo. A podczas medytacji obudziłam moją wewnętrzną szamankę i zapragnęłam nauczyć się grać na gongach.

Kiedy rozpoczęłaś swoją przygodę muzyczną?

Gram od sześciu lat i to właśnie gongi połączyły mnie z moim mężem – Arturem i stały się elementem naszego codziennego życia.

W arkany wiedzy o gongach, misach śpiewających i sztuki improwizacji muzycznej, wprowadził mnie Tom Czartoryski oraz światowej sławyMistrz GonguDon Conreaux, z którymiprzyjaźnie się i mam stały kontakt. Na warsztatach Toma poznałam Artura, połączyła nas gongowa pasja.

Pojechaliśmy do Portugali, i tam Artur oświadczył mi się, nad brzegiem morza, o zachodzie słońca…, było bardzo romantycznie. Potem ślub w Szkocji , który zapoczątkował naszą wspólną, muzyczną i rodzinną drogę.

Jaki ma wpływ muzyka, taniec i śpiew na Twoje poszukiwania duchowe?

Często mnie nurtowały pytania:Kim jestem? Po co tu jestem? Aby poznać odpowiedź, rozpoczęłam poszukiwania, poprzez doświadczanie, bo już drogę zdobywania wiedzy miałam za sobą (studiowałam filozofię). Tym razem zapragnęłam wykorzystać instynkt i empatię, aby przestać kontrolować się umysłem, tylko po prostu czuć, trafić do pierwotnego źródła, do mądrości ciała, odnaleźć swój wewnętrzny głos.

Oczywiście nadal poszukuję…, jestem w drodze do siebie samej, na której spotykam wspaniałych ludzi i nauczycieli. Zainspirowali mnie oni i dalej inspirują w moim rozwoju, sztuce i życiu.

Udało mi się także odnaleźćmetody na samouzdrawianie i pracę z innymi ludźmi poprzez odpowiedni oddech, dotyk, śpiew, taniec i muzykę.

Gdy np. czuję ból, myślę z miłością o swoim ciele, zwłaszcza o chorym miejscu, głaszczę, wyśpiewuję ten ból, pozwalam uwierzyć ciału, że samo się uzdrowi. Wyzwalam poprzez muzykę i pozytywne nastawienie, proces samouzdrawiający.

Stosuję ten „naturalny lek” nawet, gdy jestem wściekła,zamykamsię sam na sam z bębnem szamańskim, walę w niego, wrzeszczę i czuję jak całe to napięcie mija i powraca wewnętrzna równowaga. Działam bardzo spontanicznie, pozwalam temu płynąć…

Jestem w nieustającym procesie transformacji i przekraczania granic, ten proces dotyczy również uzdrawiania ciała i umysłu, poprzez wibracje gongów.

Jaki jest wpływ wibracji gongów na umysł i ciało człowieka?

Podczas „kąpieli w dźwiękach” gramy z Arturem nie tylko na gongach, ale również na instrumentach, pochodzących z przeróżnych zakątków świata, dlatego jest to terapia dźwiękiem, a nie tylko wibracjami gongów.


To uzdrawianie poprzez muzykę wpływa na uspokojenie systemu nerwowego, wzmacnia i wycisza umysł, pomaga w medytacji, głębokim relaksie, regeneruje komórki, likwiduje lęki i wszelkie blokady, wzmaga kreatywność, i ogólnie harmonizuje wszystkie strefy bytu.

Natomiast dźwięk „om”, charakterystyczny dla gongów jest pierwotnym rytmem i transcendentalną wibracją. Według hinduizmu i buddyzmu tybetańskiego, zapoczątkował powstanie Wszechświata. Jednocześnie „om” to sylaba będąca najważniejszą mantrą i elementem praktyki duchowej. Jej powtarzanie pomaga w osiągnięciu harmonii umysłu, oczyszczeniu i uzyskaniu nowej dawki energii.

Od tysięcy lat ludzie stosują terapię dźwiękiem i doceniają jej pozytywny wpływ na ciało i umysł człowieka. A mieszkańcy Dalekiego Wschodu uważają, że dźwięk jest początkiem i końcem, i że świat powstał z dźwięku i do niego powraca. Dlatego też korzystam z doświadczenia naszych przodków, którzy rozwinęli w sobie dużą empatię muzyczną i wykorzystywali ją w codziennym życiu.

Dlaczego użyłaś określenia „kąpiel w dźwiękach”?

„Kąpiel w dźwiękach gongu” to sformułowanie zapożyczoneod mistrza gongu Dona Conreaux i odnosi się ono do słuchacza, który podczas koncertu zanurza się w dźwiękach, jak w kąpieli.
Poza tym jest to związane z określeniem tego, co doświadczają uczestnicy „kąpieli”, czyli z muzyczną improwizacją kreowaną przez energię chwili, będącą dla każdego inną formą przesłania, uzależnioną odzmiany czasu, miejsca i wewnętrznych potrzeb.

Czyli dla każdego z nas „kąpiel” może być czymś innym: koncertem muzycznym, oczyszczeniem, uśmierzeniem bólu, medytacją, relaksem, udrażnianiem meridian – kanałów energetycznych, przywróceniem pamięci komórkowej, podróżą w głąb siebie, czy też wędrówką przez las, łąkę, strumień, góry…., może być nawet przyjemnym snem, a nawet chwilą przepełnioną niepokojem…

Każdy sam musi doświadczyć takiej „kąpieli”, aby móc określić, jaki był jej wpływ na energię chwili.

W jaki sposób powinni przygotować się słuchacze, aby w pełni korzystać z terapii dźwiękiem?

Nie jest potrzebne specjalne przygotowanie, wystarczy tylko przyjść, a dźwięki zaczną uzdrawiać. Jednak wszystkim uczestnikom „kąpieli”proponujemy przynieść na koncert koc, karimatę i poduszkę, po to aby móc swobodnie zrelaksować się i czerpać przyjemność z muzyki.Zalecamy również leżenie, stopami w kierunku gongów, bo one wytwarzają bardzo silne wibracje i lepiej jeśli przejdą one najpierw przez nogi, a potem stopniowo przez resztę ciała, zmniejszając intensywność odczuć, co ważne jest zwłaszcza dla osób, które pierwszy raz mają kontakt z takim rodzajem muzyki.

Na jakich instrumentach gracie podczas „kąpieli” i czy mają one jakieś szczególne przesłanie?

Adoptowaliśmy do swej rodziny 5 gongów: Gong Wietrzny zwany Fen i Gong Chau z Chin (z prowincji Wuhan),2 Gongi Planetarne, jeden z nich dostrojony jest do wibracji roku platonicznego, a drugi do rocznego obiegu Ziemi wokół Słońca.Nasz najmniejszy gong to gong celebracyjny. Gramytakże na misachśpiewających, zwanych „leżącymi gongami”,które mają podobne właściwoścido gongu, ale subtelniejsze brzmienie, można je położyć na ciało. Używamyich do masażu dźwiękiem podczas sesji indywidualnych i grupowych.

Jednak nie są to jedyne instrumenty, na których gramy. Używamy też małej, drewnianej harmonii indyjskiej zwanej shruti box, przy akompaniamencie której doskonale się śpiewa, gramy na ocean drum, czyli na bębnie naśladującym szum oceanu, wykorzystujemy również bęben szamański, flet indiański, conchę – muszlę o nieco „matowym” dźwięku, misy i dzwonki tybetańskie, różnego rodzaju grzechotki i wiele innych etnicznych i pierwotnych instrumentów, wykorzystywanych przez ludzi od tysięcy lat.

Przy tak wielkiej różnorodności dźwięków staramy się jednak nie zapomnieć o tym, że największym instrumentem jest człowiek, dlatego też wiele zależy od grającego, zwłaszcza od jego intuicji i przesłania z jakim zaczyna grać.

Czy trudno jest grać na gongach?

Gongi to bardzo intuicyjne instrumenty, uczą grać tego, kto w nie uderza, one jakby grają przeze mnie. To one grają, a nie ja. Trzeba jedynie poddać się ich energii i mocy, tym bardziej, że należą do grupy instrumentów „żywych”, czyli takich dzięki, którym dźwięk narasta, wytwarzając jednocześnie dodatkową energię, tak jakby żyły własnym życiem. Historia powstania gongów sięga ok.6,5 tysiąca lat. Pierwsze gongipojawiły się w tym okresie w Mezopotamii i już wtedy uważane były za instrumenty magiczne, wykorzystywane podczas świętych ceremonii, rytuałów i obrzędów.

Nie trzeba umieć na nich grać, bo gra na gongach, to sztuka improwizacji, polega na pozbyciu się blokad i ograniczeń, na rozwinięciu pewnej naturalnej empatii muzycznej.

Jak twoje dzieci reagują na muzykę gongów?

Zanim nauczyły się chodzić, grały. Muzyka jest naszą rodzinną codziennością, to ona usypia dzieci, relaksuje, zabawia, zaciekawia, prowokuje do dziecięcych poszukiwań i eksperymentowania.

Staram się, aby moje dzieci uczestniczyły we wspólnym graniu, czasami zabieram je ze sobą na koncerty. Niedawno pojechałam z moim najmłodszym dzidziusiem na Pudżę – całonocny koncert gonów i jednocześnie ceremonia „gong puja”, taka jakby wspólna modlitwa w wybranej intencji, z okazji równonocy wiosennej.

Graliśmy z przyjaciółmi na zmianę, można było też spać i śnić przy oczyszczających wibracjach gongów, co mojemu maleńkiemu dziecku bardzo odpowiadało,bo przespało całą noc.

 

Wspomniałaś o tym, że dzięki wibracji gongów odnalazłaś w sobie wewnętrzną szamankę. Czy możesz to wyjaśnić?

Gongi obudziły we mnie szamankę, która wsłuchuje się w głos ciała, muzykę, taniec , śpiew, która czuje bliską więź z przyrodą i z narodzinami życia.

Kontakt z naturą mam na co dzień, dzięki temu, że przeniosłam się na wieś. Mieszkam w Kończycach Wielkich na Podbeskidziu Śląskim koło Cieszyna.

W mojej „małej ojczyźnie” cieszą mnie drobiazgi – śpiew ptaków, wschód słońca , soczystość trawy, sarny przy moim płocie, toże mogę chodzić boso, czując pod stopami puls Matki Ziemi…, uśmiech moich dzieci…, to wszystko sprawia, że zwyczajna codzienność staje się niezwyczajna, magiczna…

Uwielbiam chodzić na spacery po lesie, często kładę się na trawie i patrzę w niebo, przytulam się do sosny, brzozy i do dębu zwłaszcza wtedy, gdy potrzebuję doładowania energetycznego i wsparcia. W okolicach mojego domu jest sporo pomników przyrody, zwierząt, kwiatów i ziół. Na tej mojej wsi czuję oddech i rytm ziemi. To niesamowite uczucie.

Poza tym, mój szamanizm to nie tylko empatia i harmonia, ale również branie i dawanie. Parę lata temu wzięłam udział w inicjacjach szamańskich w Munay-Ki prowadzonych przez Inrabi (Noga). Podczas spotkania przekazano mi 9 tajemnych rytmów przejścia szamanów z narodu Q’ero, spadkobierców Inków. Do niedawna były to dźwięki dostępne tylko dla wtajemniczonych, ale postanowiłam ten dar przekazywać innym, podczas organizowanych przeze mnie warsztatów szamańskich. Robię to, aby podzielić się moją drogą serca, która prowadzi ku szczęściu i wolności, w harmonii z naturą i żywiołami.

Kolejnym aspektem mojego szamanizmu jest muzyka, śpiew intuicyjny i granie na gongach, misach himalajskich, bębnie szamańskim… Traktuję gongi jako magiczne narzędzia, które zmieniają nie tylko mnie, ale również ludzi, dla których gram.

Jako szamanka, czyli kobieta mocy, wykorzystuję swoją pozytywną energię do tego, aby pomóc innym odnaleźć samych siebie, oczyścić z lęków, niepewności i zagubienia, dać możliwość odnalezienia wewnętrznej mocy, która jest ukryta w każdym z nas.

Niedawno odkryłam w sobie kolejną szamankę, tym razem szamankę świadomych narodzin i to dzięki moim dzieciom, które zapragnęłam urodzić przy dźwiękach gongów w domu, w atmosferze intymności i spokoju oraz w zgodzie z naturą. Podczas porodu dźwięki mis i gongów rozluźniły mnie, skurcze stawały się łagodniejsze. Mogłam być w większym kontakcie ze sobą i dzieckiem.

Gdy doświadczyłam mocy jaką dysponuję, postanowiłam przekazać ją innym kobietom.

Na czym polegają świadome narodziny?

Między innymi na tym, aby uwierzyć, że narodziny, to moment mocy dla kobiety i jej dziecka, to „mistyka w akcji”, potężnedoświadczenie pierwotnej siłyŻycia, moment inicjacji, czyli przejścia dziecka z brzucha przez Bramę Życia (łono mamy) na świat. Dla mnie to też doświadczenie ekstatyczne, pełne radosnego uniesienia i podniecenia.

Gdzieś, do naszej świadomość zakradła się nieprawda, związana z tym, że narodziny kojarzą się tylko z bólem. Współczesny świat, a zwłaszcza cywilizacja mocno rozwinięta pod względem nauki i technologii i niestety oddaliła ludziodpierwotnego połączenia z Matką Ziemią. Większość z nas żyje w odcięciu od natury, od swoich ciał i emocji.

Wierzę w to, że w każdej z nas jestboska moc dawania życia i wystarczy tylko w to uwierzyć i żyć świadomie, w harmonii z naturą, a wtedy zniknie lub zmniejszy się ból i cierpienie. Ciało kobiety doskonale wie jak rodzić, wystarczy mu nie przeszkadzać.

Co robisz, aby pomóc przyszłym mamom w spokojnym procesie narodzin?

Zapraszam je do rozwijania w sobie empatii i jednocześnie obalam mit o bólu, pisząc o nowym podejściu do narodzin na blogu PrzebudzenieBogini.

Poza tym stworzyłamprojekt Pełnia – Duchowa Szkoła Narodzin, jako alternatywę dla osób poszukujących bliższego naturze sposobu przyjścia na świat.

Korzystam również z wiedzy, jaką uzyskałam podczas uczestnictwa w warsztatach trenerskich Eleny Tonetti-Vladimirovej oraz w Birth of New Earth.

Przygotowuję kobiety do świadomych narodzin podczas organizowanych przeze mnie warsztatów i sesji indywidualnych. Korzystam też z uzdrawiającej mocy dźwięku oraz z mojego osobistego doświadczenia porodowego i intuicji. Aby pomóc innym wsłuchuję się w samą siebie, w moje wewnętrzne ja. Czasami nie wiem co się dzieje, ale się dzieje, a efekty mnie zadziwiają.

Jak wyglądały narodziny Twoich dzieci?

Rodziłam w wodzie, przy dźwiękach gongów, a ból zamieniłam w ekstazę. Oczywiście za każdym razem czułam niepewność i strach, ale dopiero wtedy, gdy uświadomiłam sobie, czego się boję, a bałam się, że ustaną mi skurcze porodowe, pozwoliłam sobie na odpoczynek i relaks w wodzie. Bóle minęły, a poród stał się przyjemnością.

Dlatego też pragnę, aby inni doświadczyli tego co ja, zapraszam więc do siebie przyszłych rodziców, pomagam im przygotować się do przyjścia na świat dziecka, poprzez moją intuicje muzyczną i energie szamanki narodzin.

Co było inspiracją do stworzenia Przebudzenia Bogini?

Inspiracją było przebudzenie mojej wewnętrznej szamanki oraz opowiedzenie o moich szamańskich poszukiwaniach w muzyce, tańcu, śpiewie, świadomych narodzinach życia, przyrodzie i w południowo-amerykańskich inicjacjach.

Stworzyłam ten blog również po to, aby zaprosić innych do wspólnych poszukiwań w trakcie organizowanych przeze mnie warsztatów i medytacji.

Jakie są Twoje najbliższe plany?

Będę kontynuowała dotychczasowe warsztaty szamańskie i spotkania z przyszłymi rodzicami oraz koncerty w kąpieli dźwięków gongów, przeplatane muzyką instrumentów etnicznych i śpiewem intuicyjnym. Planuję również wydać płytę z naszą muzyką.

Moim ostatnim pomysłem jest projekt teatralny ”Jestem jaka jestem” , autorstwa mojej przyjaciółki, Danusi Padjasek, która pragnie skłonić widzów i uczestniczki przedsięwzięcia „do refleksji nad swoim zagubionym „ja”, zatrzymania się w biegu codzienności, poszukiwania nowych wrażeń poprzez uwalnianie naturalnej spontaniczności w ruchu, tańcu, śpiewie”.

Uczestnictwo w tym wydarzeniu artystycznym obudziło we mnie duszę aktorki, czuję się swobodnie na scenie, tym bardziej, że spektakl ma charakter musicalu, granego przy akompaniamencie instrumentów etnicznych m.in. bębnów, które lubię w szczególności, a co najważniejsze dotyczy kobiet, a zwłaszcza poszukiwania przez nie pierwotnej siły kobiecości.

Z Kamilą Domin, gongmistrzynią, śpiewającą spontanicznie i tańcząca ekstatycznie,współzałożycielką Way of the Sound, propagatorką świadomych narodzinoraz autorką bloga Przebudzenie Bogini rozmawiała

Joanna Święcicka-Łyszczarz z Kobiecych Pasji
blog-osobowości

 

2,317 total views, 1 views today

Dodaj komentarz

Why ask?