Wywiad z Marią Oleksy


Przez cały rok czeka na mróz, marzy o nim, śledzi warunki atmosferyczne, poszukuje lodu  w różnych regionach Polski, nawet za granicą. Wierci przeręble i sprawdza grubość zamarzniętej wody, spędza wiele godzin w hangarze, naprawiając sprzęt i ostrząc płozy, a wszystko po to, żeby być gotową na złapanie wiatru w żagle i na ślizganie bojerem po lodzie, na niemal latanie, nad taflą zamarzniętego jeziora. Nie boi się szybkości i przenikającego przez ubranie mrozu. Zima jest jej „przyjaciółką”.

Zapraszam na wywiad z Marią Oleksy, która opowie o swojej lodowej pasji.

***

Gdy mówię znajomym, że poznałam dzielną kobietę ślizgającą się po lodzie na bojerach,  często spotykam się z zaskoczeniem. Niewiele osób wie co to są bojery. Czy to łódki, a może żaglówki?

To jakby rodzaj lodowej żaglówki z płozami, choć nie należy jednak mylić żaglówek z bojerami.  Nie mówi się żaglówka typu bojer, albo że ktoś płynie na bojerach, ponieważ na nich się lata.  Ten sprzęt jedynie przypomina jacht i podobnie jak on wykorzystuje do ślizgania żagle i wiatr,  jako  jedyny napęd.  Nie ma silnika, ani wioseł.

Żagle umożliwiają halsowanie, w uproszczeniu zakręcanie lub hamowanie, czyli stawanie pod wiatr.

Nie da się latać wprost na wiatr, dlatego wykorzystuje się wspomniany przeze mnie manewr halsowania. Polega on na płynięciu raz w prawą, raz w lewą stronę, a wszystko po to, żeby wykorzystać kierunek i siłę wiatru.

Jednak, żeby bojer rozpędził się należy go wprawić w ruch pchając  i dopiero w biegu wskoczyć do środka.

Dlaczego mówi się, że bojery latają?  Czy unoszą się w powietrzu?

W powietrzu  unosi się tylko część bojera, który podczas ślizgu przechyla się na jedną stronę i sunie na  dwóch płozach, trzecią pozostawiając w górze. Na bojerze można wtedy balastować, tak jak na żaglówkach regatowych, to znaczy, że  zawodnik wystaje większą częścią ciała poza kadłubem, aby zrównoważyć lot.

Widziałam na Mazurach bojery, które dosłownie przemknęły koło mnie z zawrotną szybkością, pozostawiając po

 

sobie niesamowity dźwięk, przypominający cięcie lodu. Czy możesz wyjaśnić jakie prędkości można osiągnąć podczas latania i czy ten lód jest przecinany?

Jeśli  dobrze wieje, bojer rozpędza się do 100km/h. Ale nie trzeba tak szybko latać, można wolniej. Dzieci, podczas nauki, są często pchane przez rodziców, poruszają się z minimalną prędkością. Oczywiście każdy sportowiec dąży do zwycięstwa w regatach, poprzez coraz szybsze latanie, ale wyniki zależą od wielu czynników, od sprzętu, doświadczenia, umiejętności oraz dobrych warunków atmosferycznych, czyli od gładkiego lodu i korzystnie wiejącego wiatru.

Niestety zimą pogoda bywa kapryśna i rozpędzenie się do 100km/h, czy nawet do 80 lub 60km/h jest niemożliwe.  Niekiedy mija godzina lub dwie, a nawet wiele dni lub tygodni, zanim zacznie się latać z taką szybkością. Często też z tego powodu przerywane są regaty, zmieniamy wtedy ślizgi  na biegówki lub na łyżwy, bo szkoda marnować zimy. Jeśli jednak nie ma śniegu, a lód ma mniej niż 10cm grubości, wracamy smutni do domów i czekamy na mróz lub szukamy innych zamarzniętych jezior w Polsce, a  na nawet za granicą.

Dźwięk, o którym wspominałaś jest charakterystyczny dla bojerów, to zetknięcie metalowych płóz z lodem. Nie oznacza cięcia tafli. Podobnie jak na łyżwach, podczas ślizgania wytrąca się woda, która ułatwia płynny ślizg, na mrozie woda znowu zamienia się w lód.  Po przelatującym bojerze pozostaje niewielki ślad, zaledwie rysa.

Czytałam o zderzeniu się dwóch bojerowców  na jeziorze Niegocin. Jeden przewrócił się, a drugi na niego wpadł. Sprzęt rozbił się na kawałki, a jednak nie było rannych. Czym są spowodowane takie wypadki?

Na Niegocinie nie została zachowana odpowiednia odległość pomiędzy zawodnikami, czyli około 10 metrów, o czym przypominamy podczas wszystkich regat. Dlatego też nie było miejsca i czasu na wyminięcie przewróconego ślizgu.

Większość wypadków jest wynikiem braku uwagi i nieprzestrzegania zasad bezpieczeństwa.

Niedawno mój kolega pożyczył bojer znajomemu, który pomknął hen przed siebie.   Zignorował ostrzeżenia  i  wjechał na cienki lód pod mostem. Pechowy bojerowiec dwadzieścia minut spędził w lodowatej wodzie, na szczęście przeżył. Sprzęt był w gorszym stanie niż sprawca, nadawał się do generalnego remontu. Utonęła też płozownica (poprzeczna belka, na której oparty jest kadłub) wraz z płozami, które są jednym z najdroższych elementów wyposażenia. Najważniejszy jest jednak człowiek, ważne że cało wyszedł z opresji.

Do tego wypadku również doszło z powodu nieprzestrzegania zasad bezpieczeństwa, bo przeszkolony bojerowiec wie, że najcieńszy lód jest pod mostami i przy ujściu rzek i strumieni, oraz przy ściekach. Informowani są o tym uczestnicy regat, ponadto jest dokładnie oznaczony obszar nadający się do latania.

Oczywiście zdarzają się wypadki, nie z winy zawodników. Podczas regat jeden ślizg zahaczył płozą o  przerębel pozostawiony przez wędkarza. Wyleciał poza bojer, rozciął o lód twarz. Były szwy i szpital. Gdy rany się zagoiły znów złapał wiatr żagle i zaczął latać.  Przyczyną  wypadku był niedokładnie sprawdzony obszar dopuszczony do latania, przeszkoda powinna być oznaczona .

Podstawową zasadą bezpieczeństwa jest sprawdzanie grubość lodu. W tym celu wierci się przerębel i mierzy centymetrem. Jeśli średnia temperatura dobowa przez  tydzień wynosi  – 10oC, to jest gwarancja, że będzie 10cm lód, czyli nadający się do lotu.

Sprawdzoną metodą są również „konsultacje” z wędkarzami, którzy znają dobrze obszar, na którym łowią, wiedzą gdzie jest najmniej bezpiecznie.  Warto jest też mieć przygotowaną łódź ratunkową z drabinami, linami, kołem ratunkowym i apteczką. Tak wyposażoną łódź łatwo ciągnie się po lodzie, a w chwilach kryzysowych bywa niezbędna.

Czy  podczas uprawiania tak ekstremalnego sportu ulegałaś wypadkom? Czy takie sytuacje często się zdarzają?

Nigdy nie miałam wypadku, a latam od dziecka. Do bojerów przekonał mnie ojciec, który był wiele lat sekretarzem Floty Polskiej DN. To

on jako pierwszy w mojej rodzinie brał udział w zawodach bojerowych. Ma nadal numer „DN P-1”. Nauczył mnie latania na bojerze, a ja uczę tego innych.

To nie jest ryzykowna dyscyplina sportowa, mimo tego, że wielu ludzi kwalifikuje ją jako  ekstremalną, ze względu na  trudne warunki atmosferyczne i duże szybkości.  Na bezpieczeństwo wpływa przestrzeganie przepisów, zdrowy rozsądek oraz konstrukcja  bojeru, bo ta, choć lekka i delikatna, ma za zadanie chronić człowieka.

Bardzo  rzadko zdarzają się urazy, a jeśli tak, to obrastają w opowieści ku przestrodze.

Czy bojery wywracają się?

Dla bojerowca wywrotki to normalna rzecz, nie są jednak niebezpieczne. Żeby się dobrze nauczyć latać, trzeba się trochę powywracać.

Są trzy stopnie wtajemniczenia: pierwszy, gdy bojer wywraca się i zawodnik wypada na lód, drugi jak zawodnik spada na żagiel, a trzeci, gdy staje na nogi obok przewróconego bojera.  W momencie wywrotki, ślizg traci wiatr i zwalnia. Także nie należy się bać wywracania, trzeba to polubić.

Wspomniałaś o tajemniczym symbolu „DN P-1”, co on oznacza i kiedy się go stosuje?

DN, to typ bojera, czyli tzw. klasa, która ma ściśle określone wymiary zgodne z przepisami np.: wielkość kadłuba, wysokość masztu i powierzchnia żagla.

Najbardziej popularne są  lekkie, jednoosobowe ślizgi klasy DN, o powierzchni żagla 6m2. Skrót  DN jest zawiązany z nazwą amerykańskiej gazety, która przed II Wojną Światową ogłosiła konkurs na tani i łatwy w transporcie bojer. Popularność  tej klasy jest ogromna, zmieniają się jednak standardy, dąży się do coraz lepszych  konstrukcji.

Wcześniej były popularne ślizgi  dwuosobowe o nazwie Monotyp, miały  o wiele większe żagle niż DN, czyli  15m2. Choć duże i cięższe, to jednak dość szybkie i lepiej radzące sobie w wysokim śniegu, ze względu na wielkość płóz. Monotypy nadal latają, w moim klubie jest jeden, wykorzystywany do szkolenia.

Wspomniane przeze mnie klasy bojerów, zapisane są na żaglach, wraz z indywidualnymi identyfikatorami.  Na moim żaglu jest symbol DN P-4, P oznacza kraj, czyli Polskę, a 4 to moja wizytówka .

Znany zawodnik holenderski, wieloletni szef europejskich bojerów Wim van Acker miał na żaglu symbol „H-31”, pisząc życzenia świąteczne też używał tego skrótu, pisał: „Wszystkiego najlepszego H-31”.  Nie podawał swojego nazwiska, a i tak wszyscy w środowisku bojerowskim wiedzieli kto to jest.

Na oficjalnych klubowych dokumentach też stosuję skrót z żagli i podpisuję się: „Kapitan Sekcji Bojerowej Maria Oleksy DN P-4” .

 

Jakie są zadania Kapitana Sekcji Bojerowej YKP WARSZAWA?

Dużo czasu spędzam w hangarze i robię różne prace bosmańskie, czyli  ostrzenie płóz, sklejanie, szlifowanie, malowanie i ogólnie naprawianie, zachęcając jednocześnie kolegów do przedsezonowych przygotowań.  Zawsze jest dużo roboty i mimo corocznych obietnic związanych z rozpoczęciem napraw sprzętu latem, to i tak zabieramy się całą ekipą do pracy przeważnie w listopadzie lub w grudniu.

Poza tym  od dwóch lat organizuję szkolenia, których część praktyczna prowadzona jest na zamarzniętym Zalewie Zegrzyńskim.  Jest więc uzależniona od  warunków atmosferycznych, przez co trudno określić  jednoznacznie terminy ukończenia  kursu na sternika lodowego, które często ulegają zmianie, wprowadzając pewną dezorganizację w naszych planach.

W klubie spełniam również funkcje reprezentacyjne, uczestniczę w spotkaniach bojerowców z innych miast i krajów.  Organizuję  też regaty centralne w klasie DN i Ice-OPP – „Puchar Warszawy” na Zalewie Zegrzyńskim.

Ile jest kobiet w sekcji bojerowej?

Są tylko trzy na dwudziestu mężczyzn! Jest nas bardzo mało, dlatego podczas regat jesteśmy rozliczane razem z chłopakami, z którymi startujemy. Deficyt kobiet w tym sporcie jest nie tylko w Polsce, ale również w innych krajach. W ostatnich, międzynarodowych zawodach startowały tylko: jedna Niemka, dwie Holenderki  i dwie Polki.

Młoda kadra rośnie i mam nadzieję, że niedługo będzie więcej żeńskich bojerowców.  Są juniorki, które mimo młodego wieku mają bardzo dobre osiągnięcia sportowe, należy do nich m.in. Zuzia Rybicka, Sara Piasecka, Tosia Marciniak. W YKP WARSZAWA jest też grupka maluchów, również dziewczynek, które pod opieką trenera Jakuba Kopczyńskiego, latem i jesienią pływają na Optymistach, a zimą przesiadają się na bojery.

Kto wie może za parę lat nie będziemy musiały ścigać się z chłopakami, tylko zorganizujemy jak dawniej kobiece regaty?

Co trzeba zrobić, żeby być dopuszczonym do wzięcia udziału w regatach?

Na zawody może pojechać każdy, kto ma sprawdzone umiejętności latania na bojerze, jest stowarzyszony we Flocie Polskiej DN, ma opłacone ubezpieczenie, ważne badania lekarskie oraz nadany numer . Nie trzeba mieć specjalnych osiągnięć, bo w tym sporcie chodzi o to, żeby zmierzyć się z innymi, nawiązać kontakty, znajomości i przyjaźnie.

Zawodnikom udostępniamy bojery klubowe, które są wystarczające do zdobywania pierwszych doświadczeń. Jeśli ktoś chce być w pierwszej dziesiątce podczas międzynarodowych regat, to musi zainwestować w nowoczesny sprzęt, czyli wydać około 30 tys. zł.

Realizując pasję bojerową można oszczędnie gospodarować pieniędzmi, niektóre prace bosmańskie wykonując samodzielnie, nie angażując szkutników. Czasem trzeba zainwestować, rozkładając koszty w czasie, poprzez dokupowanie nowych elementów sprzętu po zakończeniu każdego sezonu, tak aby nie nadwyrężyć budżetu domowego.

Kto zwycięża?

Ci najbardziej doświadczeni.

Są zawodnicy, którzy wydają  ogromne pieniądze, a i tak nie odnoszą sukcesów,  bo ważniejsze od sprzętu jest doskonalenie umiejętności, poza tym każdy ma swoje tajemnicze sztuczki, dzięki którym szybciej i skuteczniej lata.  Trzeba wiedzieć jak dobrać płozy do warunków atmosferycznych, które zmieniają się dość gwałtownie. Może okazać się, że płozy należy zmienić, nawet dwa razy w ciągu dnia. Nawet zbytnie ich podostrzenie może mieć wpływ na szybkość i jakość lotu. Do tego dochodzi wiedza i umiejętności żeglarskie, znajomość wiatrów, pracy żagli, umiejętność sterowania, balastowania… trzeba mieć wyczucie i intuicję. Polacy są w tym najlepsi! Na regatach w stanie Minnesota USA na jeziorze Pepin w dniach 27-29.01.2013 tytuł mistrza świata obronił Tomasz Zakrzewski. Wicemistrzem został Robert Graczyk (obaj z MKŻ Mikołajki).

Ile jest organizacji zrzeszających bojerowców?

IDNIYRA jest światową organizacją bojerowców startujących na ślizgach klasy DN. Podlega jej IDNIYRA EUROPA zrzeszająca Floty DN państw. W Polsce działa Stowarzyszenie Flota Polska DN. Mamy cztery flotylle: centralną, wschodnią, zachodnią i północną. Mój klub – YACHT KLUB POLSKI WARSZAWA należy do flotylli centralnej. Są także zawodnicy niezrzeszeni.

Czy każdy może uprawiać ten sport?

Oczywiście, że każdy, nie ma ograniczeń wiekowych i specjalnych wymagań zdrowotnych. Zaczynają lodową przygodę zarówno pięcioletnie maluchy, jak i emeryci. W klubie mamy aktywnych zawodników nawet 78 letnich.

Nazywamy juniorami młodszymi, dzieci do 16 roku życia, juniorami, młodzież do 18 roku życia, a seniorami, wszystkich pozostałych. Czyli  nasi klubowicze są „od pięciu do stu pięciu”.

Jak długo trwa sezon bojerowy?

Czasami aż do Wielkanocy.  Niekiedy zaczyna się nawet w listopadzie. Co roku „zamawiam lód”, w tym roku na dwunastego stycznia ponieważ w tym terminie organizuję regaty „Puchar Warszawy”.  Kiedyś kolega jeździł do Świętej Lipki i dawał na tacę z intencją mroźnej zimy przed mistrzostwami świata organizowanymi w Polsce.  Organizatorzy imprez zakładają, że miejscem mistrzostw będzie akwen, na  którym będą najlepsze warunki lodowe, co jest niestety często pewną niewiadomą, bo takich zim, jak kiedyś, już nie ma.

Co robisz w pozostałe pory roku, gdy o lodzie można jedynie pomarzyć?

Pracuję w biurze architektonicznym jako asystent projektanta.

Latem zajmuję się szkoleniem młodzieży, co roku wyjeżdżam do Tałt koło Mikołajek na obóz Szkoły Mistrzostwa Sportowego Baza Mrągowo, jestem kierownikiem szkolenia żeglarskiego. Przyjeżdżają tam dzieci z całej Polski.

Pływam też turystycznie z mężem  po Mazurach. Zaraziłam  go bojerowym bakcylem. Nie startuje w zawodach, ale wspiera mnie i pomaga w różnych pracach bosmańskich. Latanie traktuje relaksacyjnie. Ale najbardziej tęskni za latem, zwłaszcza za swoim jachtem. Żartuję często, że jest to pierwsza żona mojego męża, zadbana, wyszykowana, takie oczko w głowie.

O czym marzysz?

O mroźnej zimie.

 

Z  Marią Oleksy Kapitanem Sekcji Bojerowej YKP WARSZAWA rozmawiała

Joanna Święcicka-Łyszczarz z Kobiecych Pasji
blog-osobowości

 

2,916 total views, 2 views today

Dodaj komentarz

Why ask?