alpy1

Zawsze byłam ruchliwym dzieckiem, które ciągnęło do sportu. Pamiętam, że w wieku 6 lat chciałam trenować karate, jednak rodzice byli przeciwni (bo to sport nie dla dziewczynek). Ja jednak uparta poszłam na pierwsze zajęcia 10 lat później, bo przecież nigdy nie jest za późno ;-). Trenowałam styl karate Shotokan 2.5 roku, kończąc „karierę” karateczki w klasie maturalnej z 6 KYU (stopień uczniowski  – zielony pas).

tribieg_foto_bikelifePo liceum zdecydowałam się na egzamin na AWF w Poznaniu. Jednak nie dostałam się, z perspektywy czasu mogę śmiało stwierdzić, że wyszło mi na dobre. Zamiast studiowania na AWFie, skończyłam typowo „męski” kierunek na Politechnice Poznańskiej. Tam właśnie pod koniec czwartego roku studiów zaczęła się moja przygoda z rowerem…

Dzięki namowom kolegi wystartowałam w pierwszym „ogórkowym” wyścigu z okazji Dnia Sportu organizowanym przez UAM w Poznaniu. Wybrałam się tam z koleżanką z grupy i tak nam się spodobało, że zapisałyśmy się do sekcji AZS PP. Kolejny start to był pierwszy maraton MTB  – we wrześniu 2007, a w dodatku na miejscu  w Poznaniu. W sekcji koledzy doradzili, aby co drugi dzień robić dystans 40 km przed maratonem. Wtedy ten dystans wydawał mi się nieosiągalnym, a dzisiaj jest to „norma”.

Dzień startu pamiętam do dzisiaj. Było sucho, kurzyło się,  tłumy ludzi na starcie. Wciąż słyszałam przez pierwszystartpierwsze kilometry „lewa, prawa” osoby, które mnie wyprzedzały. Na metę dotarłam szybciej niż przewidywałam , zmęczona, ale szczęśliwa. Tak mi się spodobało, że zapragnęłam kolejnych startów.

Kolejne starty to były wyścigi XC, czyli „prawdziwe” MTB, dyscyplina, którą uprawia Maja Włoszsczowska, w 2008 i 2009 roku oraz kilka okazjonalnych maratonów.

W 2010 zmieniłam barwy teamowe na barwy Northtec-Bike Team, gdzie jeżdżę do dnia dzisiejszego. W tym samym roku, rozpoczęłam „przygodę” startów w górach, najpierw od najkrótszego dystansu mini. Jednak wygrywanie większości startów przestało mi sprawiać przyjemność, dochodziła też spora odległość, i to tylko po to by przejechać około 20-35km. Dlatego rok później „przerzuciłam” się na dłuższy (średni dystans) i inny cykl zawodów „górskich”. Kolejny rok to starty „wielkopolskie” .

W końcu przestałam odczuwać radość ze startów, z jazdy, jeździłam znudzona i zniechęcona. Po głowie od jakiegoś czasu mi chodził triathlon. Mimo, że nigdy nie biegałam (bo nie lubię!), kupiłam w końcu buty i tak od jesieni w 2012 zaczęłam stopniowo biegać po kilka kilometrów.

W marcu 2013 debiutowałam na półmaratonie w Warszawie. Startowałam wtedy na zmęczonych nogach, jako, że dzień wcześniej mieliśmy start MTB, który w dodatku odbył się po śniegu,  gdzie… większość była „chodzona”, nie dało się jechać,  także skończyło się na dwóch półmaratonach dzień po dniu. Jednak dwa starty pod rząd klasyfikowały mnie do Duathlonu „na raty”, gdzie wygrałam, z dużą przewagą nad rywalkami.

triwyjsciezwodyW 2013 roku również debiutowałam na wyścigu UPHILL RACE Śnieżka, jest to jedyny dzień w roku, kiedy legalnie można wjechać na Śnieżkę. To wyścig akurat pode mnie, bo tylko w górę 😉 ponad 13km jazdy z około 1000m przewyższeń, dużo turystów kibicujących na trasie, niesamowita atmosfera. Polecam!

W tym samym roku udało mi się  zadebiutować w triathlonie. W czerwcu pierwszy raz wystartowałam  na dystansie ¼ Ironmana (959m pływanie, 45km rower, 10,5km bieg). Moim celem było zbicie trzech godziny, i udało się.

Obecny rok to, dwa starty triathlonowe w terenie, gdzie wygrałam. Są to moje ulubione warunki,  jazda i bieg w terenie to coś dla mnie).

W czerwcu wystartowałam w Sierakowie, jednak tym razem na dystansie dwukrotnie dłuższym, niż mój debiut – ½ Ironmana. Moim planem było zejście poniżej 6 godzin i na szczęście udało się.

W tym roku uczestniczyłam również w wielu startach MTB i powtórce wyścigu na Uphill Race, gdzie mocno alpypoprawiłam swój zeszłoroczny czas i udało mi się zająć jedno z pierwszych miejsc.

W tym roku trenowałam z rozpisywanym planem, konkretne ćwiczenia na rower, natomiast  pozostałe dyscypliny według własnej inicjatywy, co pozwoliło mi na pewną motywację i… ponownie wróciła ta radość ze startów.

W głowie poza startami biegowymi, triatlonowymi, pływackimi , rowerowymi mam również inne pomysły, ale czas pokaże ;-). Sport nakręca kolejny sport, jest jak narkotyk…

Jednak rower czy ogólnie sport, to nie tylko wyścigi…To możliwość zwiedzenia wielu miejsc na „siodełku”. Od kilku lat urlop spędzam głównie z biurem Cyklotramp (relacje z wyjazdów można przeczytać na mojej stronie oraz jeden z nich tutaj : http://xc-mtb.info/art235.html). W ten sposób zwiedziłam Istrię, Czarnogórę, Alpy oraz Korsykę. Sama wyjeżdżając wiele razy na weekendy zabieram gdzieś ze sobą rower, a jeśli finisztriathlonnie rower to chociaż buty biegowe i strój do pływania. Zwiedzanie na sportowo, jest świetnym sposobem wypoczynku.

To również możliwość poznania wielu wspaniałych osób, kształtowania charakteru (zatem dobrze zachęcać dzieci do ruchu ;-))).

Sport jest dobrą odskocznią od pracy, w której siedzę 8 godzin przed komputerem. Nie jest łatwo pogodzić pracę z treningami. Wymaga to dyscypliny, wielu wyrzeczeń, ale nie jest to niemożliwe!

Ja po prostu w ruchu wypoczywam. Wiele fajnych pomysłów do głowy przychodzi podczas uprawiania sportu.

Jak w Akademii Pana Kleksa śpiewali „Biegać,latać, skakać, pływać, w tańcu w ruchu wypoczywać”. To jest takie moje małe motto życiowe ;).

 Gizela Rakowska

Moja strona internetowa: http://www.gisport.pl/

2,139 total views, 1 views today

Dodaj komentarz

Why ask?