Wywiad z Janiną Król-Chmurską

 

Trudno zaakceptować pogląd, że proces starzenia się jest odwracalny, a jeszcze trudniej uwierzyć, że tybetańscy mnisi rozwiązali zagadkę wiecznej młodości i poznali klucz do zdrowia i witalności.

Są jednak ludzie, którzy w to wierzą i poprzez ćwiczenia ciała i umysłu wpływają na jakość codziennego życia.

Janina, jej historię teraz poznacie, jest osobą aktywną, energiczną i kreatywną, a przy tym pełną wewnętrznego spokoju i radości. Ciekawe czy jej podejście do życia wynika z charakteru, czy też jest skutkiem praktykowania tajemniczych rytuałów?

***

Zaczął się sobotni poranek, na dworze o tej porze roku jest jeszcze ciemno i nieprzyjemnie, a na dodatek wieje porywisty wiatr i pada deszcz ze śniegiem. Pogoda w sam raz na wylegiwanie się w ciepłym łóżku. Jednak taka zimowa aura nie zniechęca Janiny, sześćdziesięcioletniej mieszkanki Kromołowa do porannej gimnastyki.

Każdy dzień rozpoczyna pięcioma tybetańskimi rytuałami, ćwiczeniami z elementami jogi. Niektóre są trudne do wykonania dla przeciętnego nowicjusza. Podczas gimnastyki Janina jest rozluźniona, skupia się na oddechu, wycisza gonitwę myśli. Kontroluje swoje ciało i umysł.

***

Jak wygląda Twoja poranna gimnastyka?


Poświęcam na rytuały około 15 minut, wykonuję 10 powtórzeń pięciu elementów ćwiczeń. Zasada jest taka, że raz na jakiś czas powinno się dodawać jedno powtórzenie do każdego rytuału. Osoby, które praktykują od wielu lat dochodzą nawet do 50 powtórzeń.

Robię też odpoczynek pomiędzy kolejnymi rytuałami. Ćwiczę w piżamie, bo bezpośrednio po obudzeniu łatwiej mi zmobilizować się. Lubię być wtedy sama. Ten czas jest tylko dla mnie!

Jakie były początki twojej przygody z ćwiczeniami tybetańskimi?

O rytuałach dowiedziałam się od Dominiki – jednej z moich czterech córek. Dostałam od niej książkę Petera Keldera pt. „Źródło wiecznej młodości”. Jest to historia pewnego brytyjskiego oficera, który jako starszy pan trafia do tybetańskiego klasztoru u stóp Himalajów. Po czterech latach praktykowania rytuałów powraca do domu. Jednak nikt go nie rozpoznaje. Ze schorowanego starca przemienił się w pełnego witalności i młodości mężczyznę. Nawet włosy przyprószone siwizną zmieniły swój wygląd. Zastanawiałam się, czy to wszystko jest możliwe, a może to fikcja literacka?

Jednak po zapoznaniu się z uwagami czytelników, zmieniłam zdanie.

Postanowiłam spróbować, tym bardziej, że Dominika zachęcała mnie, mówiła że to rewelacja i że chętnie ze mną poćwiczy… Ale jest osobą niezwykle zabieganą… W końcu zostałam sama na polu bitwy. Co zresztą okazało się bardzo dobrym rozwiązaniem, nauczyłam się koncentrować na sobie i czerpać pozytywną energię z ciszy i spokoju.

***

Na początku ćwiczenia nie były dla mnie łatwe. Choć jestem osobą szczupłą i sprawną fizycznie, miałam problemy z 4 rytuałem, podczas którego trzeba zrobić  coś w rodzaju mostku. Nie mogłam unieść się na dłoniach, a wiedziałam, że będę musiała to parę razy powtórzyć.  W siadzie skrzyżnym bolały mnie biodra, kolana nie dosięgały podłogi, a chciałam w tej pozycji odpoczywać pomiędzy rytuałami.

Byłam zniechęcona trudnościami, ale w końcu odniosłam sukces, wszystkie elementy ćwiczeń wykonuję teraz bez problemów. Rozpoczęłam od małych kroków i  próbowałam aż do skutku.

Są jednak takie dni, kiedy nie mogę ćwiczyć ze względu na stan zdrowia. Gdy bolał mnie ząb,  a przy ostatnim rytuale, ból stawał się nie do zniesienia, musiałam przerwać gimnastykę na czas leczenia.

Jak reagują na tajemnicze rytuały koleżanki, koledzy, rodzina?
Wierzę w skuteczność tych ćwiczeń, a jak wiadomo wiara czyni cuda. Dlatego wielu znajomym opowiadam o rytuałach. Zachęcam do praktyki, a przynajmniej spróbowania, wysyłam mailem książkę, rozmawiam i pytam o efekty. Większość osób traktuje to jako ciekawostkę.  Niestety niewielu decyduje się na codzienną gimnastykę.

Moja rodzina wspiera mnie, zwłaszcza córki i wnuczęta, a mąż stara się nie przeszkadzać. Mam też dwa wspaniałe psy, które podczas ćwiczeń muszę wypraszać z pokoju, bo gimnastykę na podłodze traktują jako zachętę do wspólnej zabawy.

Co Tobie dają tybetańskie rytuały?

Dzięki gimnastyce jestem sprawniejsza i bardziej świadoma swojego ciała. Mniej się męczę. Mam więcej energii do działania, a trudy codziennego życia pokonuję z łatwością. Rzadziej choruję i szybciej się uczę. Zachowuję wewnętrzny spokój i równowagę. Rytuały mają też pozytywny wpływ na moje czakry.

Czakry, co to takiego?


To miejsca, w których krzyżują się kanały energetyczne. W organizmie każdego człowieka jest 7 takich głównych punktów, które odpowiadają za zdrowie i równowagę organizmu. Są czakry związane z myśleniem, intuicją, mową, miłością, emocjami, twórczością, bezpieczeństwem… Zablokowanie jednego z tych punktów  może spowodować nieprawidłowy  przepływ energii, wtedy pojawiają się różne choroby organów wewnętrznych np. kłopoty z tarczycą, z nerkami,  z sercem. Dlatego ważne jest zachowanie równowagi i swobodnego przepływu energii, w tym właśnie pomagają mi rytuały.

Czy zawsze byłaś osobą aktywną?


Stałam się aktywna, a może bardziej przedsiębiorcza, gdy miałam 12 lat. Po śmierci mamy musiałam szybko wydorośleć.

Tata prawie się załamał, miał na utrzymaniu 4 dzieci, pracę na paru etatach, gospodarstwo rolne i brak pomocy. Przejęłam część obowiązków mamy, opiekowałam się młodszymi braćmi, pomagałam odrabiać lekcje, przyszywałam łaty na spodnie, wyciszałam dziecięce spory i kłótnie, gotowałam, sprzątałam a nawet doiłam krowę i oporządzałam świnki. Zajmowałam się również budżetem domowym. Tata oddawał mi swoją pensję, musiałam zaplanować wszelkie wydatki. Ciężko było…. Dopiero gdy tata powtórnie ożenił się, mogłam znowu stać się dzieckiem, ale to zaangażowanie i aktywność z okresu dzieciństwa pozostały we mnie do dziś.

Wzięłam udział w konkursie, w którym zajęłam I miejsce. Zostałam nagrodzona za zaangażowanie w rozwój firmy rodzinnej i intensywny rozwój edukacyjny po 50 roku życia.

Było to dla mnie duże wyróżnienie tym bardziej, że w projekcie uczestniczyło wielu przedsiębiorczych 50+ .
Niedawno zostałaś laureatką II edycji Konkursu Aktywni 50+. Za co otrzymałaś to wyróżnienie?

Nagrodą był laptop i dofinansowanie szkolenia na doradcę finansowego, które pozwoliło mi poszerzyć wiedzę z zakresu instrumentów i  rynków finansowych.

***

W rodzinnej firmie MACH,  jestem pełnomocnikiem ds. finansów, w rzeczywistości pracuję na wielu obszarach, w małych przedsiębiorstwach trzeba znać się na wszystkim.

Ostatnio pomagałam przeinstalować system w firmowym komputerze, bez tego nie moglibyśmy sprawnie pracować. MACH specjalizuje się w dwóch rodzajach działań: w produkcji systemów silosowych przeznaczonych do magazynowania i transportu sypkich artykułów spożywczych, oraz w wypieku pieczywa i wyrobów cukierniczych.

***

Jeśli chodzi o mój rozwój edukacyjny, to faktycznie był najintensywniejszy po 50 roku życia.

Po ukończeniu studiów pedagogicznych pracowałam przez 10 lat jako nauczycielka matematyki. Potem miałam przerwę w życiu zawodowym, skupiłam się na rodzinie, wychowywałam cztery córki, wspierając w chwilach wolnych rodzinną firmę. Gdy dzieci podrosły i usamodzielniły się, poczułam, że czas zainwestować we własny rozwój.

Najpierw były studia menadżerskie na Uniwersytecie Śląskim, przez które przeszłam jak burza, miałam przecież dużą praktykę w prowadzeniu biznesu, potem zdecydowałam się na studia ekonomiczne w Górnośląskiej Wyższej Szkole Handlowej. A przy okazji ukończyłam też Szkołę Trenerów Wszechnicy Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz  kurs NLP biznesu.

Nadal się uczę, a nauka stała się moją pasją.

Słyszałam, że działasz w Towarzystwie Sympatyków Kromołowa, czym się zajmujesz?

Promuję nasz Kromołów wraz z innymi sympatykami. Zajmujemy się m.in. działalnością wydawniczą, organizujemy prelekcje, koncerty, bale, spotkania z ciekawymi ludźmi, wieczorki poetyckie, plenery malarskie, coroczny Jarmark Kromołowski oraz Rodzinne Muzykowanie.

Kromołów jest moją małą ojczyzną. Urodziłam się tu i mieszkam do dziś. Jak byłam mała, moczyłam nogi w strumieniach rzeki Warty, a na sankach zjeżdżałam z górki, na której stały ruiny dworku zbudowanego około 1669 roku przez ówczesnego dziedzica Kromołowa, Stanisława Warszyckiego.

Niewiele osób wie, że Kromołów był osadą  rycerską założoną około 1193 roku, która z czasem rozrosła się i w XIV wieku  otrzymała prawa miejskie, teraz jest najstarszą dzielnicą Zawiercia.

Warto do nas przyjechać i zobaczyć pozostałości po dawnych czasach świetności. Nawet Jan Sobieski dwukrotnie odwiedzał Kromołów. Raz jako hetman, prowadząc rycerstwo przeciwko zbuntowanemu Jerzemu Lubomirskiemu, a drugi raz jako król Polski w 1683 roku wiodąc rycerstwo pod Wiedeń.

Warto więc pójść śladami historii.

W szczególności polecam odwiedzenie Kościoła św. Mikołaja z XIII  wieku, średniowiecznego rynku, dwóch  starych cmentarzy oraz kaplicy św. Jana Nepomucena, znajdującej się u źródeł rzeki Warty.

Jak spędzasz czas wolny?

Odpoczywam zawsze aktywnie. Chodzę po okolicy z kijkami do nordic walking. Spotykam się ze znajomymi, najbardziej lubię wieczory poetyckie. Dbam o zaprojektowany i stworzony przeze mnie ogród. Uwielbiam spędzać wspólne chwilę z moją rodziną,  takie spotkania rodzinne mają w sobie wiele ciepła i pozytywnej energii. Wieczorami lubię usiąść w samotności i poczytać. Interesują mnie głównie książki związane z rozwojem wewnętrznym. Jakiś czas temu  w moje ręce wpadła książka  Gordona Drydena „Rewolucja w uczeniu”, ta lektura zmieniła moje podejście do możliwości przyswajania dużej ilości wiedzy w dość krótkim czasie. Zaskakujące jest to, jak wiele można osiągnąć dzięki stosowaniu nowych technik pracy umysłowej, a jeszcze więcej jeśli połączy się je z tybetańskimi rytuałami.

 

Z Janiną Król-Chmurską, kobietą zawsze aktywną, rozmawiała

Joanna Święcicka-Łyszczarz z Kobiecych Pasji.
blog-osobowości

5,869 total views, 3 views today

6 thoughts on “– Zawsze aktywna

  1. Czy te tybetańskie rytuały to nie jest jakieś chińskie „czary mary” i pranie mózgu?
    Bo zupełnie nie wierzę w moc tych ćwiczeń,na dodatek mają przywrócić młodość i witalność?????? To chyba jakaś bzdura:(:(

  2. Wiecznej młodości nie zapewnią, ale enegrię i pozytywne nastawienie do siebie samej i otoczenia tak- a to już ogromny sukces.Bardziej wierzę w tą wewnętrzna przemianę, która na pewno odbija się również na wyglądzie zewnętrznym. Niestety eliksiru wiecznej młodości nadal nie ma…

  3. Grażyno, a ty kiedyś ćwiczyłaś te rytuały? A może czytałaś książkę?
    Bo jak przeczytałam wstęp to mnie zamurowało, facet opisuje starszego pana, który przeszedł metamorfozę pod wpływem tych ćwiczeń, nawet siwe włosy zrobiły się czarne – przecież to niemożliwe????
    Dlatego myślę, że to wszystko to „pic na wodę”.

  4. Rytuałów nie ćwiczyłam i nie mam zamiaru, książki nie czytałam, ale wychodzę z założenia, że jeśli to nikomu nie szkodzi, a komuś w jakiś sposób pomaga, czemu nie? Przecież tu nie chodzi o jakąś agitację tych praktyk, tylko o szersze spojrzenie na różnorodność pasji i zainteresowań ludzi.

  5. To sa najprostsze ćwiczenia gimnastyczne – każdy może je wykonać bez trudu. A ich działanie i czakry – postanowiłam się przekonać. Zobaczymy!!!

Dodaj komentarz

Why ask?