<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	
	>
<channel>
	<title>Komentarze do: Konkurs Walentynkowy</title>
	<atom:link href="https://www.kobiecepasje.pl/konkurs-walentynkowy/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.kobiecepasje.pl/konkurs-walentynkowy/</link>
	<description>Tę stronę stworzyły kobiety takie jak Ty</description>
	<lastBuildDate>Tue, 24 Aug 2021 20:29:35 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=4.2.39</generator>
	<item>
		<title>Autor: Ania</title>
		<link>https://www.kobiecepasje.pl/konkurs-walentynkowy/#comment-5429</link>
		<dc:creator><![CDATA[Ania]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 26 Feb 2014 21:05:44 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://www.kobiecepasje.pl/?p=6240#comment-5429</guid>
		<description><![CDATA[Moje najbardziej niezwykłe Walentynki...To chyba tegoroczne. Dlaczego? Posłuchajcie, poczytajcie :)



Nigdy nie oczekiwałam od Męża walentynkowych szaleństw: 
kolacji w drogim lokalu ani kwiatów, co pachną uroczo,
ja marzyłam o tym, by Mąż mnie swoją ochotą 
na wspólnie bieganie zaskoczył.
Tak, tak- taki oto był mój prezent upragniony,
chciałam, aby Mąż zostawił fotel w spokoju i ruszył razem ze mną, 
przed siebie i poczuł się jak ja wspaniale umęczony.
Bieganie jest moja pasją i sprawia, 
że nabiera sensu moja codzienność wypełniona obowiązkami,
a sport pomaga mi uciec przed złymi emocjami.
Jakże bardzo chciałam, aby Mąż był moim biegowym towarzyszem,
ale ja ciagłe wymówki słyszałam.
„Aniu! Deszcz pada! Aniu, dziś jest zimno i właśnie serial się zaczyna!
Aniu! Jutro pójdę razem z Tobą! Aniu…”
Każdego dnia inna wymówka i lenistwa przyczyna!
Jednak w  Walentynki mój Mąż doznał olśnienia
i stwierdził, że telewizor, chipsy i serial staną się powodem jego nadciśnienia.
Oto nadeszła ta chwila i mój Mąż powstał z fotela, 
dał odpocząć kanapie i pilotowi,
z uśmiechem stwierdził, że na Biegi Walentynkowe jest gotowy.
Biegliśmy obok siebie, razem pokonując kolejne metry i słabości,
towarzyszała nam wola walki i poczucie sportowej jedności.
Wiatr muskał nasze twarze, 
a księżyc swym nieśmiałym blaskiem obdarzał.
Na mecie spojrzał na mnie z wdzięcznością 
i powiedział: Od dziś i dla mnie bieganie jest wielką przyjemnością.
Do tego czuły buziak w zimny policzek,
ale tych w domu…chyba nie zliczę!
Potem wspólna kąpiel i masaż pełen czułości,
bo Mąż wspaniałomyslnie stwierdził, że należy mu się coś za obolałe mięśnie i kości.
Jednak tegoroczne Walentynki były niezwykle wyjatkowe,
bowiem dzięki nim przekonałam się, że dla naszej miłości do największych poświęceń mój Mąż jest gotowy!]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Moje najbardziej niezwykłe Walentynki&#8230;To chyba tegoroczne. Dlaczego? Posłuchajcie, poczytajcie <img src="https://www.kobiecepasje.pl/wp-includes/images/smilies/simple-smile.png" alt=":)" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>Nigdy nie oczekiwałam od Męża walentynkowych szaleństw:<br />
kolacji w drogim lokalu ani kwiatów, co pachną uroczo,<br />
ja marzyłam o tym, by Mąż mnie swoją ochotą<br />
na wspólnie bieganie zaskoczył.<br />
Tak, tak- taki oto był mój prezent upragniony,<br />
chciałam, aby Mąż zostawił fotel w spokoju i ruszył razem ze mną,<br />
przed siebie i poczuł się jak ja wspaniale umęczony.<br />
Bieganie jest moja pasją i sprawia,<br />
że nabiera sensu moja codzienność wypełniona obowiązkami,<br />
a sport pomaga mi uciec przed złymi emocjami.<br />
Jakże bardzo chciałam, aby Mąż był moim biegowym towarzyszem,<br />
ale ja ciagłe wymówki słyszałam.<br />
„Aniu! Deszcz pada! Aniu, dziś jest zimno i właśnie serial się zaczyna!<br />
Aniu! Jutro pójdę razem z Tobą! Aniu…”<br />
Każdego dnia inna wymówka i lenistwa przyczyna!<br />
Jednak w  Walentynki mój Mąż doznał olśnienia<br />
i stwierdził, że telewizor, chipsy i serial staną się powodem jego nadciśnienia.<br />
Oto nadeszła ta chwila i mój Mąż powstał z fotela,<br />
dał odpocząć kanapie i pilotowi,<br />
z uśmiechem stwierdził, że na Biegi Walentynkowe jest gotowy.<br />
Biegliśmy obok siebie, razem pokonując kolejne metry i słabości,<br />
towarzyszała nam wola walki i poczucie sportowej jedności.<br />
Wiatr muskał nasze twarze,<br />
a księżyc swym nieśmiałym blaskiem obdarzał.<br />
Na mecie spojrzał na mnie z wdzięcznością<br />
i powiedział: Od dziś i dla mnie bieganie jest wielką przyjemnością.<br />
Do tego czuły buziak w zimny policzek,<br />
ale tych w domu…chyba nie zliczę!<br />
Potem wspólna kąpiel i masaż pełen czułości,<br />
bo Mąż wspaniałomyslnie stwierdził, że należy mu się coś za obolałe mięśnie i kości.<br />
Jednak tegoroczne Walentynki były niezwykle wyjatkowe,<br />
bowiem dzięki nim przekonałam się, że dla naszej miłości do największych poświęceń mój Mąż jest gotowy!</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Izabela</title>
		<link>https://www.kobiecepasje.pl/konkurs-walentynkowy/#comment-5336</link>
		<dc:creator><![CDATA[Izabela]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 20 Feb 2014 00:36:04 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://www.kobiecepasje.pl/?p=6240#comment-5336</guid>
		<description><![CDATA[Moje najbardziej wyjątkowe Walentynki były w zeszłym roku. Nawet nie przypuszczałam, że tak będzie i że mój przyszły mąż wpadnie właśnie na taki pomysł. Ale od początku. W związku z tym, że widujemy się codziennie, to spotkanie w Dniu św. Walentego było czymś najzupełniej normalnym. Jak zwykle poszliśmy na długi spacer z moim psem, w nasze ulubione miejsce, gdzie widzieliśmy się I raz. Mamy wielki sentyment do tego miejsca naszego poznania. Była ładna pogoda, już po egzaminach, więc nie musieliśmy się spieszyć. Humory dopisywały, było dużo śmiechu. Nic nie zdradzało, co wydarzy się potem. Gdy doszliśmy do naszego miejsca spotkań, usiedliśmy na naszej ulubionej ławce, wkoło cisza i spokój, to on wyciągnął piękne małe pudełeczko, a w nim pierścionek z cudownym brylantem… Zapytał, czy zechciałabym spędzić z nim resztę życia… Zaniemówiłam… Mimo że myślałam kiedyś już o tym, to byłam zaskoczona. Padło TAK. Byłam przeszczęśliwa... Wracamy do domu (mieszkamy blisko siebie), a przed moim domem stoi zespół i gra piosenkę Bryana Adamsa &quot;Everything I Do I Do It For You&quot;. To jedna z naszych ulubionych utworów. Od jednego z muzyków dostałam kosz pełen róż. Byłam bardzo zaskoczona i nawet nie podejrzewałam, że on jest taki pomysłowy. W koszu znalazłam album z naszymi wspólnymi zdjęciami od początku naszej znajomości. Myślałam, że nasz wyjątkowy wieczór na tym się skończy. Jednak on miał jeszcze coś extra. Ten pamiętny wieczór spędziliśmy w wesołym miasteczku, bawiąc się jak dzieci na karuzelach, kolejce górskiej, diabelskim młynie, beczce śmiechu, zjeżdżalni, huśtawkach, strzelnicy, trampolinie. Jeszcze nigdy w życiu tyle nie naśmiałam się i napłakałam w jednym dniu. Łzy były oczywiście ze szczęścia. Ten dzień jest dla nas szczególny i pozostanie na pewno w mojej pamięci na wiele lat.]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Moje najbardziej wyjątkowe Walentynki były w zeszłym roku. Nawet nie przypuszczałam, że tak będzie i że mój przyszły mąż wpadnie właśnie na taki pomysł. Ale od początku. W związku z tym, że widujemy się codziennie, to spotkanie w Dniu św. Walentego było czymś najzupełniej normalnym. Jak zwykle poszliśmy na długi spacer z moim psem, w nasze ulubione miejsce, gdzie widzieliśmy się I raz. Mamy wielki sentyment do tego miejsca naszego poznania. Była ładna pogoda, już po egzaminach, więc nie musieliśmy się spieszyć. Humory dopisywały, było dużo śmiechu. Nic nie zdradzało, co wydarzy się potem. Gdy doszliśmy do naszego miejsca spotkań, usiedliśmy na naszej ulubionej ławce, wkoło cisza i spokój, to on wyciągnął piękne małe pudełeczko, a w nim pierścionek z cudownym brylantem… Zapytał, czy zechciałabym spędzić z nim resztę życia… Zaniemówiłam… Mimo że myślałam kiedyś już o tym, to byłam zaskoczona. Padło TAK. Byłam przeszczęśliwa&#8230; Wracamy do domu (mieszkamy blisko siebie), a przed moim domem stoi zespół i gra piosenkę Bryana Adamsa &#8222;Everything I Do I Do It For You&#8221;. To jedna z naszych ulubionych utworów. Od jednego z muzyków dostałam kosz pełen róż. Byłam bardzo zaskoczona i nawet nie podejrzewałam, że on jest taki pomysłowy. W koszu znalazłam album z naszymi wspólnymi zdjęciami od początku naszej znajomości. Myślałam, że nasz wyjątkowy wieczór na tym się skończy. Jednak on miał jeszcze coś extra. Ten pamiętny wieczór spędziliśmy w wesołym miasteczku, bawiąc się jak dzieci na karuzelach, kolejce górskiej, diabelskim młynie, beczce śmiechu, zjeżdżalni, huśtawkach, strzelnicy, trampolinie. Jeszcze nigdy w życiu tyle nie naśmiałam się i napłakałam w jednym dniu. Łzy były oczywiście ze szczęścia. Ten dzień jest dla nas szczególny i pozostanie na pewno w mojej pamięci na wiele lat.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>
