Leniwe – opowieść o lepieniu pierogów i o odwiedzinach w „Lawendowym Domu”

U mnie dzisiaj leniwe na obiad. Kto mi powie dlaczego te pierogi, tak prowokacyjnie się nazywają? Czy dlatego, że jest to potrawa dla leniwych gospodyń? A może czas leniwie mija przy lepieniu?

Jak się zabieram za gotowanie, to na początku myślę, że jestem nieszczęśliwą gospodynią skazaną na „katorżniczą robotę” w kuchni. Po jakimś czasie, gdy prace kulinarne są w toku, to nawet zaczyna mi się podobać to pichcenie, bo mam czas na przemyślenia. Tak było też w tym przypadku.

Tak więc lepię, lepię, lepię….. mąka jest dosłownie wszędzie, bo przyłączył się do tego lepienia kot, a po chwili przybiegła Marysia i stwierdziła, że to fajna zabawa. No to zaczęliśmy lepić grupowo już nawet przestałam się przejmować fruwającą mąką i tak porządki wielkanocne przede mną. Mimo tego całego kulinarnego zamieszania, takie o to przemyślenia się pojawiły…..

Jestem kurą domową. O przepraszam, teraz to nie jest modne, zamiast tego powinnam napisać „hause manager” – nic innego niż „kreatywna kura domowa”. Przeczytałam kiedyś na jednym z blogów „Hause Manager – kura domowa, szyje, gotuje, czaruje”.
Tak więc jestem kreatywnym twórcą i królową, a może nawet czarodziejką nocy, bo najlepsze pomysły, pojawiają się, gdy księżyc już na niebie, a wszyscy domownicy smacznie śpią.
Zastanawiam się jak wykorzystać atut, związany z tym, co robię na co dzień? Co zrobić, żeby połączyć przyjemne z pożytecznym? 

Tak wiec, gdy już obiad był zrobiony, o kolacji pozostało jedynie wspomnienie, a w domu zapanowała cisza, przerywana chrapaniem kota, usiadłam do komputera i zaczęłam jak zwykłe szukać pomysłów…….. 

Szperałam, zaglądałam, buszowałam i …….znalazłam bardzo fajny blog „Lawendowy dom od kuchni”. Prowadzi go Beata Lipov, osoba, która z doświadczeń gospodyni domowej zrobiła „sztukę”. Publikuje porady kulinarne, skierowane zarówno do dorosłych jak i do najmłodszych czytelników, zaprasza ich do wspólnej przygody, pełnej zmysłowych – smakowych doświadczeń. Przedstawia też ciekawe pomysły związane ze stylizacją potraw i stołu.

W kuchni Beaty królują dzieci, które stawiają pierwsze kroki w świecie zapachów, smaków i kolorowych aranżacji. To coś dla mojej Marysi, która z dużą ciekawością zagląda do kuchni i do każdej miski lub garnka wkłada paluszki, chce dotknąć, powąchać, polizać, żeby sprawdzić, co nowego mama przygotowuje. 

Zapewne pomyśleliście: „ to na pewno kolejny blog kulinarny, jest takich dużo, jak grzybów po deszczu”. Też bym tak pomyślała, gdyby nie fantastyczne zdjęcia, doskonała grafika i ciekawe porady. 

Jakie były początki „Lawendowego domu”? 

Zaczęło się 10 lat temu, Beata pisała teksty do redakcji kulinarnych, ale marzyła  o „tworzeniu książek”. Pomysły dojrzewały tygodniami, wszystkie najdrobniejsze szczegóły były zapisane i przemyślane.

O powodzeniu przedsięwzięcia zadecydowało rodzinne wsparcie. Beata wybiera temat, a jej mąż Lubo Lipov robi sesję fotograficzną, a trójka dzieci inspiruje ich do działania. To zgrany zespół, do którego po jakimś czasie dołączyły inne osoby, tworząc profesjonalną redakcję.

Beata, tak pisze o swojej twórczości:

„Praca nad książkami kulinarnymi rządzi się swoimi prawami. Tygodniami pracuję wtedy w kuchni. Kroję, siekam, obsmażam, zapiekam, gotuję i wciąż próbuję, bo muszę mieć pewność, że moje przepisy sprawdzą się także w kuchniach czytelników. Prawdziwym wyzwaniem organizacyjnym jest jednak praca z dziećmi. Tematyką dziecięcą zaczęłam zajmować się w sposób naturalny, gdy sama zostałam mamą. Mam trzy córki i to one są nieustającym źródłem inspiracji”.

Pasjonatka gotowania zrealizowała swoje marzenia, opublikowała już 9 książek. Wśród nich znalazłam „Dzieciaki do kuchni, czyli rodzinne gotowanie” , opowieść o tym, jak wyznaczać dzieciom kulinarne zadania i jak gotować, żeby smakowało maluchom. Z przyjemnością przeczytam i zastosuję się do wskazówek.

Dzielna gospodyni domowa nie tylko pisze artykuły i publikuje książki, jest też pomysłodawczynią  „Magazynu Lawendowy Dom, cyfrowego czasopisma ilustrowanego, który czyta się jak normalną gazetę, a przecież to wszystko dzieje się w cyberprzestrzeni. Ja jednak z chęcią powracam do wspomnianego wcześniej blogu, bo choć lubię nowoczesne technologie zastosowane w cyfrowym magazynie, to odwiedzanie blogu sprawia mi większą  przyjemność i daje możliwość  kontaktowania się z autorką poradnika, a co najważniejsze mogę podglądać jej pracę od kuchni.

Dzięki pomysłowym działaniom Beaty pojawiła się również i dla mnie nadzieja na nowe inspiracje. Może to moje lepienie leniwych nie pójdzie na marne, może zdobyte doświadczenie kreatywnej kury domowej i przemyślenia im towarzyszące, zaowocują jakimś niebanalnym pomysłem na kolejny wywiad, albo felieton? Czego sobie i wszystkim czytelnikom życzę.

O lepieniu pierogów i o odwiedzinach w „Lawendowym domu”  prowadzonym przez Beatę Lipov opowiedziała

Joanna Święcicka-Łyszczarz z Kobiecych Pasji.

 

 

6,291 total views, 1 views today

One thought on “Leniwe – opowieść o lepieniu pierogów i o odwiedzinach w „Lawendowym Domu”

Dodaj komentarz

Why ask?