Wywiad z Katarzyną Biernacką

 

„(…) Muszę! Muszę go trafić za wszelką cenę, to się musi natychmiast skończyć! Strzelam. Nic nie widzę, pies mi po prostu znika. Boję się pójść na miejsce, w którym mi zniknął, boje się , że popatrzy mi w oczy, boję się, że zobaczę jego agonię, strzaskane kości i krew z nosa. Powinienem pójść i sprawdzić. Nie mogę. Nogi nie chcą mnie tam ponieść. Jestem odrętwiały, jakby mnie coś jadowicie ukąsiło(…). Wiem, że on właśnie kona (…) Boże tak chciałbym nie żyć. Stoję i słucham. Nie idę tych kilkudziesięciu kroków, by go dobić. Zabrać mu również jego śmierć…… To było moje ostatnie polowanie (…) Ja już nie będę polował. Nigdy. (…)”.

(Zenon Kruczyński „Farba znaczy krew”)

Katarzyna Biernacka, podobnie jak Zenon Kruczyński, choć nigdy nie była myśliwym, w pewnym momencie życia zdecydowała, że więcej nie przyczyni się do zabijania zwierząt i nie będzie biernie przyglądać się ich cierpieniu, a nawet będzie walczyć o ich prawo do życia. Takiej decyzji nie podjęła z dnia na dzień, był to wynik procesu przemiany świadomości, który ciągle jeszcze  trawa.  Był to również głęboki i osobisty zwrot w jej życiu.

Dlaczego zdecydowałaś się zmienić swoje dotychczasowe życie?

Ponieważ doszłam do wniosku, że nie trzeba zabijać, żeby żyć. Nie jem ciał zabitych zwierząt, czyli szynek, kiełbas, kotletów i innych produktów zwierzęcych.  Nie muszę pić mleka, ani zjadać jajek. Mogę do życia wykorzystywać wiele produktów roślinnych.  Nigdy nie chodzę głodna, nie jestem też słaba i chorowita, choć wielu zwolenników tradycyjnego odżywiania twierdzi, że bez mięsa nie da się żyć, a jego niejedzenie osłabia ciało i umysł.

Jestem weganką od 2005,  ta dieta jest częścią mojej filozofii życia, wyborem etycznym, wynikającym z szacunku wobec zwierząt jako istot czujących. Przeciwstawiam się przedmiotowemu traktowaniu zwierząt i wykorzystywaniu ich jako surowca.

Jak była Twoja droga do weganizmu?

Nie była szybka ani prosta. Interesowałam się losem zwierząt i ich wykorzystywaniem w przemyśle spożywczym.  Powoli narastał we mnie bunt i chęć zmiany rzeczywistości, w której zwierzęta są całkowicie bezbronnymi ofiarami ludzkiego okrucieństwa,  tłumaczonego potrzebą zabijania w imię własnego przeżycia.   Im bardziej wnikałam w temat wyzysku zwierząt przez człowieka, tym większa była  we mnie chęć działania społecznego i dlatego zdecydowałam współpracować z ludźmi ze Stowarzyszenia Empatia , którzy podobnie do mnie myślą i tak jak ja, mają wolę walki o prawo do życia i godności zwierząt.

Dlaczego zdecydowałaś się wyprowadzić z Krakowa i kontynuować działania w warszawskim oddziale Stowarzyszenia Empatia?

Kraków jest moim rodzinnym miastem i tam rozpoczęłam działania społeczne. Niestety krakowska  grupa powoli kurczyła się, głównie z powodu zmiany stylu życia uczestników, którzy zaczęli działać jako studenci, ale potem poszli do pracy, założyli rodziny i choć nadal są weganami, to jednak nie mają czasu na działanie społeczne.  Natomiast warszawska grupa nadal prężnie działa, tym bardziej, że w tak dużym mieście jest więcej możliwości.

Postanowiłam przyjechać do Warszawy, by móc skuteczniej działać w ramach organizacji.  I już od pół roku jestem w stolicy, robię tłumaczenia techniczne z języka angielskiego, a w chwilach wolnych działam społecznie. Dobrze mi się pracuje i żyje w mieście, w którym tak dużo się dzieje.

W jaki sposób działa Stowarzyszenie Empatia? Prowadzimy głównie działalność edukacyjną z zakresu praw zwierząt i weganizmu. Organizujemy prezentacje, dyskusje, pokazy filmów, konferencje, pokazy gotowania. Piszemy raporty, artykuły, komentarze, udzielamy się w radiu, telewizji i innych mediach. Organizujemy również happeningi i demonstracje.

Wymieniamy się również informacjami i doświadczeniami z innymi organizacjami, zarówno polskimi jak i zagranicznymi.  Pomaga nam w

demonstracja

tym np. międzynarodowy portal Animals Right Zone jest to miejsce inspirujące do działania, w którym spotykają się on-line weganie z całego świata.

Najczęściej jednak  współpracujemy z organizacjami małymi i lokalnymi, promując ich wydarzenia w naszych kanałach informacyjnych (strona internetowa, facebook). Uczestniczymy we wspólnych spotkaniach, dyskusjach wykładach, dzielimy się wiedzą, zdjęciami i informacjami.

Bierzemy  udział w wielu akcjach, takich jak np. Dzień Bez Futra, Stop Rzezi Fok, Cyrk Bez Zwierząt, Dzień Ryby, Holokaust Na Twoim Talerzu. Naszym ostatnim przedsięwzięciem był Tydzień Weganizmu , który niedawno się zakończył i był dużym wydarzeniem opisywanym w mediach. Organizujemy tę  imprezę co roku, po to, żeby wyjaśnić społeczeństwu na czym polega i z czego wynika weganizm oraz po to, żeby obalić liczne mity na temat wpływu diety wegan na życie i zdrowie.

Dlaczego zajmujesz się zarówno dyskryminacją ludzi jak i zwierząt?

Wszyscy (ludzie i zwierzęta) jesteśmy istotami zdolnymi do odczuwania, smutek, strach, radość, przygnębienie są do siebie zbliżone. Skoro jesteśmy do siebie tak podobni, to powinniśmy być traktowani zgodnie z pewnymi  normami, powinniśmy mieć moralne prawo, zarówno do życia jak i do unikania cierpienia, do wolności od bycia przedmiotem/towarem w czyichś rękach.

Do zwierząt podchodzę podobnie jak do ludzi, dla mnie liczy się jednostka, a nie bezosobowe zasoby. Pogwałcenie praw do normalnego życia, zarówno ludzkiego jak i zwierzęcego  wzbudza mój sprzeciw.  Jednak ludzie, mając  prawo głosu, mogą walczyć o sprawiedliwe traktowanie. Zwierzęta nie mają tej możliwości, od zawsze przegrywają tę walkę. Trzeba zatem stawać po ich stronie.  Prawo z praktycznego punktu widzenia jest narzędziem, które służy ochronie ludzi, a nie zwierząt.

Chociaż na pewną ochronę mogą liczyć tzw. zwierzęta domowe. Wobec pozostałych, szczególnie tych hodowanych na mięso, mleko, jaja czy futra oraz tych, które są poddawane testom i doświadczeniom w laboratoriach, prawo nie zna litości (nie mówiąc już o ochronie).

  Czy mimo braku przepisów prawnych, psów i kotów nie traktujemy jak ludzi?

Jeśli pominiemy drastyczne przypadki znęcania się nad psami i kotami, to tak, naszych domowych ulubieńców otaczamy opieką. Sama mam w domu 4 koty i staram się zapewnić im dobre warunki życia, myślę o ich zdrowiu i samopoczuciu.

Byłoby wspaniale, gdyby takie relacje były między ludźmi i innymi zwierzętami, zwłaszcza tymi z hodowli  stanowiących część przemysłu spożywczego.  Często się zdarza, że choć mamy w sobie empatię wobec kotów lub psów, brakuje jej jednak w stosunku do innych zwierząt np. kur, koni, świń lub krów i nie przeszkadza nam to, w jakich warunkach żyją, zwłaszcza w wielkich, masowych hodowlach. A już zupełnie zapominamy o tym, że za swoją wieloletnią „służbę na rzecz ludzi” zostają wynagrodzone śmiercią w rzeźni.

Jakimi argumentami starasz się ludzi przekonać do weganizmu?

Staram się obalać nagromadzone przez lata mity. Przedstawiam również różnice między  wegetarianizmem i weganizmem. Wegetarianizm wyklucza tylko mięso. W dzisiejszych realiach, z punktu widzenia etyki, ten wybór jest arbitralny, ponieważ większość produktów odzwierzęcych znajdujących się w obrocie handlowym wiąże się z metodycznym zadawaniem cierpienia i zabijaniem zwierząt.

Weganizm proponuje zatem odrzucenie wszelkich produktów pochodzenia zwierzęcego, zarówno mleka, jajek jak i wyrobów skórzanych, futer  i omijanie w miarę możliwości, tych artykułów, których produkcja oparta jest np. na eksperymentach laboratoryjnych robionych na zwierzętach, chodzi tu głównie o kosmetyki i środki czystości.

 

Zdaję sobie jednak sprawę, że wykluczenie wszystkich produktów robionych na „bazie” zwierząt jest po prostu nie możliwe, choćby z tego powodu, że skala przerobu zabitych zwierząt w samej Polsce jest ogromna, rocznie to ponad 600mln ciał, wykorzystanych niemal w każdej dziedzinie życia, nawet w produkcji opon, asfaltu czy farb. Listę można by rozwijać w nieskończoność i należy do niej dopisać również leki, które są testowane na zwierzętach.

 

Aby przekonać ludzi do weganizmu, mówię o nim nie tylko jako wyborze etycznym, ale również prozdrowotnym i ekologicznym. Tradycyjna produkcja żywności oparta na produktach pro-zwierzęcych  nie jest ekologiczna, ze względu nieekonomiczność tego procesu – zużycie ziemi, wody, paliw kopalnych, zanieczyszczanie środowiska. W przypadku roślin sytuacja jest odwrotna, niższe koszty uzyskania produktu, co w czasach kryzysu ma duże znaczenie.

Chcę też podkreślić, że staram się promować weganizm w sposób rzetelny i odpowiedzialny, a swoją wiedzę opieram na badaniach naukowych.

Czy ciężko jest tak drastycznie zmienić dietę?

Jest ciężko, bo otwierają się oczy, zmienia się podejście do życia. Przez wiele lat żyłam, tak jak wielu innych ludzi nie myśląc o tym, że to co jem lub to, w co się ubieram np. skórzane buty, torby itp. rzeczy, powstają w  wyniku nieustającego cierpienia i nieszczęścia zwierząt.  Sama zmiana diety nie była dla mnie obciążeniem, bo zrobiłam to z pobudek etycznych. Nigdy nie żałowałam podjętej decyzji. Ale zanim zdecydowałam się na weganizm dużo rozmawiałam o filozofii życia z koleżanką, która od wielu lat była weganką i potrafiła wyjaśnić mi wiele aspektów z codziennego życia weganina.

  Czy to prawda, że jajka są niezbędne do życia?

Nie jest to prawda, nie jem jajek i żyję. Można piec ciasta, robić pierogi nie wykorzystując do tego jajek.

Na śniadanie lubię zjeść przepyszną,  bezjajeczną jajecznice tzw. „tofucznicę”.  A robię to tak: biorę tofu, rozdrabniam widelcem, na patelni smażę posiekaną cebulę, na to wrzucam, rozdrobnione tofu, dodaję pomidory, posypuję kurkumą, aby uzyskać żółty kolor. Potem dodaję tzw. czarną sól z siarczanami, wtedy „tofucznica” nie tylko smakuje jajkami ale również nimi pachnie.

Lubię też robić sałatkę warzywną z majonezem sojowym. Biorę  szklankę mleka sojowego naturalnego i szklankę oleju, dodaję łyżkę

wykład

musztardy, półtorej  łyżki octu lub soku z cytryny i 3 łyżeczki kaszki kukurydzianej błyskawicznej, a na koniec sól, pieprz do smaku. To wszystko miksuję. Wychodzi pycha. Jak widać weganie świetnie sobie radzą bez jajek. Dlaczego weganie nie jedzą jajek?

Ponieważ produkcja jaj wiąże się z cierpieniem i zabijaniem kur.

W naturalnych warunkach żaden ptak nie byłby w stanie znosić do 300 jaj rocznie! Wśród dzikich przodków kury domowej, tzw. kur bankiwa tylko raz do roku, na wiosnę samica składała od 4 do 9 jaj! Sławne kury nioski, biją takie rekordy w wyniku selekcji hodowlanej oraz sztucznych warunków, w jakich przebywają. Aby wymusić znoszenie jaj zimą, manipuluje się ilością światła i temperaturą tak, żeby kurom się wydawało, że to nieustająca wiosna. Na wsi przed zimą zabija się kury, bo w tym czasie przestają znosić jajka i nie opłaca się trzymać ich aż do wiosny. I znowu dochodzimy do kwestii etycznych,  kury traktowane są jak narzędzie, maszynki do produkcji jajek, płacą za to przedwczesną śmiercią.

Ponadto w wielkich fermach hodowlanych nikt nie troszczy się o to, żeby kury miały przestrzeń do życia, a nie stały w zatłoczonych klatkach. Życie takiego zwierzęcia jest jedynie czekaniem na śmierć, która wydaje się w tym przypadku wybawieniem.

Czy możesz wyobrazić sobie sytuację, w której skłonna jesteś znaleźć jakieś „usprawiedliwienie zabijania”?

Jeśli ludzie żyją w miejscach gdzie nie mają możliwości wyboru sposobu życia, a jedzenie zwierząt jest kwestią życia i śmierci, to muszą żyć tak jak żyją. Jeśli jednak mamy wybór oraz mamy inne możliwości żywieniowe, to warto coś zrobić w obronie godnego życia zwierząt.

Dlaczego weganie nie piją mleka? Przecież to normalne, że krowa daje mleko, a my dojąc pomagamy jej?

Nie pijemy mleka, bo jego wyprodukowanie jest związane z krzywdzeniem zwierząt.

To, że krowa „daje mleko” jest mitem. Od dzieciństwa jesteśmy uczeni, że krowę należy doić ,aby jej było lepiej. Zapominamy, że to też jest ssak , tak jak człowiek, pies czy kot i ma mleko tylko wtedy, gdy urodzi swoje dziecko i ma je karmić.

Co robią hodowcy? Zabierają cielaka, który zostanie przeznaczony na mięso lub na kolejną krowę dojną, i wykorzystują laktację krowy na potrzeby przemysłu nabiałowego. Krowie mamy nawet nie znają swoich dzieci, zamienione zostają w maszynę do produkcji mleka, a jeśli już nie mogą „produkować”, zostają wysłane do rzeźni, bo przecież , trzymanie takiej „zużytej” krowy jest nieopłacalne.

Dodatkowym problemem są gigantyczne krowie wymiona. Takie rozmiary nie są spotykane w przyrodzie. Jest to wynik selekcji hodowlanej obliczonej na intensywną eksploatację tych zwierząt. Producenci mleka nie przejmują się tym, że duże wymiona mają wpływ na krowie stawy i kręgosłupy, nie przejmują się również tym, że krowy pozbawione są możliwości ruchu, zamykane są w oborach, a na łąkę wychodzą jedynie od święta. Tak się dzieje w masowych hodowlach. Nieco łaskawiej traktowane są krowy w niewielkich gospodarstwach, ale i tam po „zużyciu” zostają zabijane. A wydawałoby się, że moralnym obowiązkiem człowieka, skoro wykorzystał zwierzę, jest zapewnienie mu spokojnej emerytury.

Niestety żyjemy w świecie, w którym 90% społeczeństwa wykorzystuje zwierzęta w sposób, który nieodłącznie wiąże się  głównie z cierpieniem i śmiercią tych zwierząt. Między bajki można włożyć sytuacje, kiedy ktoś opiekuje się zwierzęciem hodowlanym tak, jak psem lub kotem. To są jedynie jednostkowe przypadki.

  Jaki jest Twój stosunek wobec zwierząt, których jest za dużo np. bobrów, saren itp.? Podobno aby zapewnić równowagę w przyrodzie, należy prowadzić ich odstrzał?

Z punktu widzenia praw zwierząt, nie ma takiej możliwości, żeby stwierdzić, że zwierząt jakiegoś gatunku jest za dużo i należy je zabić. Można to przełożyć np. na psy. Jeśli jest ich za dużo w schroniskach, to nie jest jednoznaczne z ich zabijaniem, staramy się w inny sposób rozwiązać ten problem, np. namawiając do adopcji albo kontrolując płodność i ograniczając rozmnażanie, może to nie są idealne rozwiązania, ale lepsze od bezsensownej, przedwczesnej śmierci.

A co myślisz o usypianiu chorych zwierząt?

Trudne pytanie, bo każdy przypadek jest inny. Uważam, że każdy człowiek powinien mieć prawo do eutanazji, podobnie jak zwierzę. Ale w przypadku zwierzęcia musimy za niego podjąć decyzję tak, aby ulżyć w jego cierpieniu.  Sytuacja musiałaby być dramatyczna, bez szansy na dalsze znośne życie, wtedy można by podjąć decyzję o eutanazji.

Czy trudno jest kupować jedzenie wegańskie?

Gdy zaczynałam swoją przygodę z weganizmem, musiałam uważnie czytać etykiety na produktach, żeby dokonać selekcji żywności np. galaretka, choć pozornie wygląda na produkt bezmięsny, zawiera w swoim składzie żelatynę zrobioną z kości zwierząt, większość makaronów robionych jest na bazie jajek, a w zupach z proszku jest mleko itp. Teraz  nie muszę czytać etykiet, bo kupuję produkty sprawdzone, a zakupy robię szybko i bezproblemowo głównie na bazarze lub w sklepie ze zdrową żywnością.

Czy mogłabyś prowadzić podwójną kuchnię, tzn. gotować mięso dla kogoś z rodziny?

Nie, nie mogłabym przyrządzać dla kogoś mięsa, przecież to czyjeś ciało. Nawet nie mogłabym być blisko z osobą, która ma pod tym względem inny niż ja światopogląd. Nie wyobrażam sobie prowadzenia podwójnej kuchni i przygotowywania potraw niezgodnych z moim sumieniem. Gotuję tylko potrawy wegańskie. Nawet nie gotuję dla moich kotów, kupuję im suchą karmę, choć wiem, że jest tam mięso, ale koty nie mają wyjścia. Daję im to, czego potrzebują, choć są również koty, które żyją dobrze na karmach wegańskich. Człowiek natomiast może wybrać sposób odżywiania i do tego wszystkich zachęcam.

Wśród moich znajomych zdarzają się pary, które mają różne upodobania dietetyczne.  Jednak w tych domach przeważnie dominuje kuchnia wegańska, zwłaszcza wtedy, gdy weganin dobrze gotuje.

Z jakimi reakcjami spotykasz się, gdy mówisz , że jesteś weganką?

Różnie bywa, ale przeważnie w sposób krótki i zrozumiały tłumaczę, czego nie jem i dopiero jak ktoś jest zainteresowany, wchodzę w szczegóły. Kiedyś przygotowywałam się na szkolenie, którego częścią miał być obiad w restauracji. Przygotowałam więc ściągawkę dla kucharza z informacją, co jedzą weganie. Zrobiłam szczegółową listę produktów spośród tych, które wykorzystują w restauracji i po wspólnym zaakceptowaniu menu, jedzenie wyszło znakomite (zupa z borowików, makaron ryżowym ze szpinakiem i pomidorami suszonymi) . Ale to przykład idealnej sytuacji, na co dzień bywa trudniej. Czasem ludzie nie rozumieją gdy np. ma się ochotę na pizze i prosi się o podanie jej bez sera.

Dlatego też weganie wolą sami gotować lub korzystają ze sprawdzonych restauracji , mam takie dwie ulubione w centrum Warszawy.

A jak reaguje na weganizm Twoja rodzina?

Moja najbliższa rodzina wie, że jestem weganką, nie dziwią się i nie komentują. Chętnie częstują mnie  wegańskimi daniami, ja też lubię co nieco ugotować i przynieść na rodzinną imprezę. Mojej mamie zaszczepiłam dużo wrażliwości odnośnie zwierząt, ona ogranicza produkty zwierzęce, zarówno w kuchni, jak i w życiu codziennym np. przestała nosić futro, skórzane torby i buty. Rzadko je mięso, nie odmawia tylko, gdy ktoś ją poczęstuje.

Jestem zwolenniczką wdrażania weganizmu małymi krokami. Na początku poprzez zwiększenie wrażliwości, potem zwrócenie uwagi na los zwierząt, następnie stopniowe rezygnowanie z produktów zwierzęcych, np. ograniczenie spożywania mięsa i zwiększanie produktów, dań i posiłków roślinnych. Jeśli ludzie zaczną częściej myśleć o losie zwierząt, to dalsze zmiany w światopoglądzie będą zachodziły w naturalny sposób, bez potrzeby wprowadzania rewolucji w życiu.

Dbałość o los i prawa  zwierzaków jest głównym motywem działań wegan, a jakie są inne pozytywne strony bycia weganinem?

Z punktu widzenia medycyny opartej na faktach – Evidence Based Medicine – (np. wg. Amerykańskiego Stowarzyszenia Dietetyków), bo właśnie z takich źródeł korzystam tłumacząc wpływ diety wegańskiej na życie, stosowanie kuchni wegańskiej jest zdrowe na wszystkich etapach życia, zarówno dla matek w ciąży, jak i dla osób starszych.

Odpowiednio ułożona dieta może być stosowana również, jako profilaktyka w leczeniu niektórych chorób, m.in. niedokrwiennej choroby serca. Można również zostać weganinem, aby zapobiec występowaniu w przyszłości innych chorób np. cukrzycy, nadciśnienia. Dieta wegańska może działać na chorych również terapeutycznie np. obniżać poziom cholesterolu lub do pewnego stopnia cofać zmiany miażdżycowe. Jej skuteczność jest większa, jeśli została dobrze ułożona przez dietetyka.

Czy Twoją dietę ustawiał kiedyś dietetyk?

Nie. Głównie dlatego, że jestem osobą zabieganą i zabrakło mi czasu na takie konsultacje. Poza tym nie jestem na nic chora i dopiero gdyby pojawiły się jakieś problemy ze zdrowiem, to chętnie poszłabym na takie konsultacje.

Po przejściu na weganizm jakie zmiany u siebie zauważyłaś ?

Zainteresowałam się wpływem na życie zdrowej żywności . Zaczęłam zwracać uwagę na to, co jem, w jaki sposób zostało to jedzenie wyprodukowane. Zaczęłam również więcej gotować i wyszukiwać w internecie nowych inspiracji kulinarnych.  Staram się zdrowo odżywiać, zwracam uwagę na składniki odżywcze w diecie.

Jeśli brakuje mi kulinarnego pomysłu zaglądam na stronę Stowarzyszenia Empatia do działu „Weganizm spróbujesz” jest to akcja, promująca polskojęzyczne kulinarne blogi wegańskie. Znajduję tam przepisy na smaczne potrawy, komentarze i fajne zdjęcia.

Czy weganizm jest dobry dla dzieci?

Oczywiście.  Przy odpowiednim zaplanowaniu żywienia, dzieci zdrowo się rozwijają. Warto konsultować się z dietetykiem w sprawie odpowiedniego żywienia dziecka, chociażby po to, żeby nie powtarzać błędów naszych rodziców oraz po to, żeby nie dać się zwieść niektórym sensacyjnym newsom żywieniowym publikowanym w prasie, na temat wpływu diety na prawidłowy rozwój  młodego organizmu. Uważam, że przy wygłaszaniu opinii na temat dietetyki trzeba być bardzo ostrożnym, a wszelkie nowe informacje podawać zgodnie z wiarygodnymi badaniami naukowymi.

Dwa lata temu w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie zorganizowaliśmy konferencję adresowaną głównie do lekarzy i dziennikarzy, na której przedstawiliśmy opinię Amerykańskiego Stowarzyszenia Dietetyków w sprawie diety wegetariańskiej. Wykład na temat prawidłowego układania diety, weganizmu w świecie nauki oraz wpływu tej diety na zapobieganie chorobom cywilizacyjnym wygłosiła  mgr Małgorzata Desmond, która prowadziła badania w Klinice Pediatrii Centrum Zdrowia Dziecka weryfikujące wpływ diet roślinnych na rozwój dzieci.

Polecam Forum Wege Dzieciak , na którym wegańscy  i wegetariańscy rodzice wymieniają między sobą informacje i chętnie udzielają nowym „forumowiczom” wszelkich wyjaśnień, a nawet proponują odpowiednie, sprawdzone przepisy kulinarne.

Czy możliwy jest świat, w którym poszanowanie praw zwierząt jest normą, gdzie nikt nie zabija zwierząt, nie zjada ich, nie dręczy i żyje z nimi w pełnej harmonii?

Jestem realistką, uważam, że takiego świata nie było i nie będzie. Nie wyobrażam sobie zarówno miejsca na ziemi, w którym poszanowane są wszelkie prawa człowieka, jak i miejsca w którym ludzie szanują prawa zwierząt.

To są idee, które są pomocne do tego, żeby zmieniać świat na lepsze. Właśnie do tego należy dążyć, choć osiągnięcie 100% celu jest niemożliwe. Przykładem niech będzie kwestia niewolnictwa. Żyjemy w czasach, w których teoretycznie już nie ma wyzysku człowieka przez człowieka, przynajmniej oficjalnie, ale jak się wgłębimy w ten temat, okazuje się, że niewolnictwo nadal istnieje, nawet w Europie.  Porywane są kobiety i zmuszane do pracy w domach publicznych, albo emigranci z Trzeciego Świata wykorzystywani są do pracy niewolniczej, nie mają swobody przemieszczania się, decydowania o własnym losie, pozbawieni są również  praw do opieki socjalnej. Podobny los spotyka małe dzieci wykorzystywane na plantacjach kakao. Nie wszyscy wiedzą, że ponad 40% tego co dotrze do Europy pochodzi z upraw, na których nie przestrzegane są prawa człowieka, a produkcja nie jest zgodna z zasadami Fair Trade.

Sprzeciw wobec niewolnictwa ludzi jest dziś powszechny i prawnie usankcjonowany, mimo tego, że z praktyką różnie bywa. Możemy również walczyć o prawa zwierząt mając nadzieję, że coraz więcej ludzi będzie zdawać sobie sprawę jak źle zwierzęta są traktowane dziś i że sprzeciw wobec niewolnictwu zwierząt również będzie wzrastać i zamieniać się w praktykę jaką jest weganizm.

Dlaczego książka Zenona Kruczyńskiego pt. „Farba znaczy krew” jest dla Ciebie ważna?

Bo jest to historia chwytająca za serce. Pokazuje drogę jaką przeszedł autor zanim doszedł do wniosku, że już więcej nie będzie zabijał, choć przez wiele lat był myśliwym i ma na sumieniu wiele zwierzęcych istnień.  Podoba mi się sposób pokazania emocji, które doprowadzają do otwarcia się na krzywdę innych.

Moja droga do weganizmu też nie była prosta  i dlatego rozumiem, że trzeba przejść pewien proces przemiany wewnętrznej, aby zmienić swoje dotychczasowe życie.

 

Z  Katarzyną Biernacką weganką i prezeską Stowarzyszenia Empatia rozmawiała

Joanna Święcicka-Łyszczarz z Kobiecych Pasji

blog-osobowości

3,692 total views, 1 views today

2 thoughts on “– W imię godności i prawa do życia

  1. Witaj Kasiu!

    Swoje koty możesz karmić wegańską karmą.Jeżeli są to kotki, to pewnie zostały wysterylizowane. Tak, czy siak, lepiej uważać z soją,bo mogą się rozstroić hormonalnie. jeżeli poeksperymentujesz, to pewnie znajdziesz wersję gotowanych dań, które zechcą jeść. Na razie do wege dań możesz im dodawać trochę karmy np. z puszki.Moje psy lubią np. kompozycję z: brązowego ryżu/najpierw wrzucam do garnka i gotuję/,kaszy jaglanej, płatków np. zbożowych, owsianych,soczewicy, jarzyn, glonów. Do gotowania dodaję trochę oliwy i pasty miso.Zagryzają to np. kiszona kapustą, surową marchwią, czy jabłkami, gotowanym burakiem. Mit konieczności konsumowania dużej ilości białka bezwzględnie obala T.Colin Campbell w książce „Nowoczesne zasady odżywiania”. Weganizm, to żadna fanaberia, to konieczność życiowa. Serdecznie pozdrawiam Ciebie i Koty:) Teresa

    http://weganizm.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?1001017

    http://www.evergreen.pl/produkty-zwierzat-c-29.html

  2. Drogie panie odchudzanie proponuje zaczac od motywacji, jak chcecie cos na motywacje, poszukajcie sobie w google: odchudzanie przed i po by sasetka

Dodaj komentarz

Why ask?